Osoby, które ukończyły kurs " Delicious Life " mają czytadło za darmo jako uzupełnienie kursu. Wszystkich chętnych w związku z tym proszę o maila.
sobota, 5 grudnia 2015
CZYTADŁO: " Droga do siebie. Smak luksusu podwójnie czekoladowy".
Bardzo się cieszę, że postawiłam kropkę po ostatnim zdaniu. Powstało,
mam nadzieję, interesujące czytadło. Poruszam ze sobą intrygujące
tematy, znajduję wskazówki i proste rozwiązania. Poddaję w wątpliwość
sposób myślenia i odnajduję swoją prawdę. Publikowałam na Facebooku
fragmenty. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać to z prawdziwą przyjemnością
mogę przesyłać czytadło w postaci pdf na maila. Koszt 20 zł. Nr konta podam w mailu.
Osoby, które ukończyły kurs " Delicious Life " mają czytadło za darmo jako uzupełnienie kursu. Wszystkich chętnych w związku z tym proszę o maila.
Osoby, które ukończyły kurs " Delicious Life " mają czytadło za darmo jako uzupełnienie kursu. Wszystkich chętnych w związku z tym proszę o maila.
środa, 2 grudnia 2015
sobota, 28 listopada 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Rozkosz nic nie robienia.
Czy ja chcę coś
napisać, czy ja muszę już pisać, czy ja jestem wolna czy zajęta?
Nawet jak jestem wolna, czuję się zajęta nawet nie wiem czym,
zdaje się, że samym poczuciem bycia zajętą.
Skąd takie
przywiązanie do iluzji? Przecież faktycznie nie istnieje stan, a
nam się wydaje, że istnieje.
Wyczuwam napięcie
w ciele, kiedy nie mam nic do zrobienia no chyba, że jestem padnięta
i po prostu nie mam siły aby coś robić, wtedy czuję się
usprawiedliwiona. Ale jak wiem, że siły mam tylko chęci do działań
brak, to niepokój wchodzi i niezadowolenie z samej siebie, tak jakby
ktoś mnie cały czas obserwował i poddawał krytyce moje
„lenistwo”. Mój stan nic nie robienia staje się moim
iluzorycznym grzechem. Włoskie „Dolce far niente”, czyli rozkosz
z nic nie robienia, słodkie nieróbstwo staje się wyzwaniem z
górnej, luksusowej pułki.
Tak…. mogę to
zdiagnozować jako kierat. Stare słowo, współczesnym mało znane
lub w ogóle nie znane. Oznacza ni mniej ni więcej, urządzenie
wykorzystujące siłę pociągową zwierząt do napędu maszyn
rolniczych. Konie lub woły chodzą w kole a jak przestają, to z
bacikiem pan i władca bije je po zadzie. Chodzą tak do znudzenia i
kompletnego wyczerpania. Mam taki kierat w głowie. Jeszcze to,
jeszcze to, nawet przestawiam różne rzeczy w inne miejsca, jak nie
mam nic konkretnego do zrobienia. Jakby nie wypadało nic nie robić.
Jeśli nie mam pracy wstyd mi, że jestem nieproduktywna. Ktoś może
określić mnie darmozjadem lub leniem. Więc co mnie do niej
motywuje tak naprawdę? Prawdziwa potrzeba, pasja czy przymus
wynikający z lęku przed dezaprobatą?
Człowiek
pracowity to ten, który jest wartością tej ziemi a nierób to
darmozjad. Nie zapracowuje na swój wikt i opierunek. Ten wzorzec mam
zapisany w ciele, w pamięci i Bóg wie gdzie jeszcze.
Słyszę wciąż
żywe słowa- no rusz się. Mama się tak ruszała, tata się wciąż
ruszał, ja musiałam się wciąż ruszać, tylko siostra potrafiła
to olać. A może nie olała tylko musiała się ruszać w inny
sposób.
Nie nauczyłam
się, a właściwie nie miałam wzorca nic nie robienia ani
delektowania się brakiem czynności hm….... Nikt mi nie
powiedział- jak pięknie nic nie robisz! Powiedział za to -jak
pięknie pracujesz!
Czy rozkosz nic
nie robienia drogi czytelniku jest grzechem?
A może jest
naturalną częścią naszego życia, a może wymysłem leniwych
ludzi?
poniedziałek, 26 października 2015
PRAKTYKOWANIE ŻYCIA
Obiecałam sobie,
że ważną sprawą dla mnie, będzie codzienne praktykowanie życia
w pasji.
Praktykowanie
czyli dotykanie w praktyce tego kim jestem i kim jeszcze mogę się
stać.
Dziś praktykuje
od rana tę część siebie, którą lubię nazywać pisarką od
serca. Moje pisanie od rana jak łyk porannej kawy budzi mnie do
aktywnego życia. Mam dziś również chęć namalować motyle i
zrobię to, kiedy poczuję, że to właśnie ta godzina i ta minuta.
Usiądę wtedy rozłożę farby i będę praktykować tę część
siebie, którą lubię nazywać intuicyjną malarką. Dziś wiem, że
powstanie stado motyli. Już przed pisaniem wyszukiwałam w
internecie najpiękniejszych wzorów skrzydeł. Uczyłam się ich
faktury, struktury a przede wszystkim praktykowałam swoje
preferencje i własny gust. Cudownie zaczęłam dzień. Rodzę od
samego rana dzieło swojego życie poprzez różne czynności i ich
praktykowanie. Oj zapomniałam, że z samego rana praktykowałam tę
część siebie, którą lubię nazywać kocią koleżanką.
Przytulanie zwierząt, rozmowa z nimi lub nawet samo patrzenie na
nie, to praktykowanie tej części mnie, którą lubię nazywać
bliskością ze wszystkim co istnieje. Praktykuję wszystko na co mam
chęć i co składa się na moje świadome życie. Nie uciekam od
powtarzalności wręcz przeciwnie zasycam się nią , stymuluje i
tworzę w tej przestrzeni poczucie spełnienia i przyjemności. Nie
czekam na cud, że życie samo mi coś przyniesie. Wiem już, że nie
przyniesie mi nic bez mojego udziału. Ja to przecież moje życie.
Moje myśli, odczucia i moje działania. Moja aktywność to życie a
moja bierność to moja śmierć. Praktykuję codziennie wiele innych
moich stron i właśnie teraz jak to robię czuję, że życie jest
we mnie a nie obok mnie. Codziennie mam rytuały ale nie, nie nie w
starym znaczeniu powtarzania tego co pasją moją nie jest tylko
przymusem. Dziś mam dobrowolne radosne powtarzanie czyli
praktykowanie tego co sprawia mi radość i stanowi nieodłączny
element życia , który musi się wydarzyć bo bez niego nie mogłabym
istnieć ja jako ja. Tak, tak nawet gotowanie, sprzątanie i
czyszczenie kuwety jest pasją codziennego dnia. Kochając swoje
życie kocham wszystko co na nie się składa. Kocham zmiany siebie,
odkrywanie swoich nowych stron, więc praktykuję codziennie metody,
techniki, które wybrałam na dany moment aby posunąć się do
przodu w odkrywaniu nowoczesnej ja. Praktykuję co oznacza moją
aktywność. Praktykowanie z założenia ma zawartą powtarzalność
ale nigdy dwa razy nie wydarzy się taka sama. Nie ma w niej nudy
jest kreacja, niebanalna, nieprzewidywalna ale stała.
Tak sobie
pomyślałam, że nawyk praktykowania własnego życia jest
najwspanialszym prezentem jaki możemy sobie dać. A nawyk wytwarza
się przez powtarzanie. Do perfekcji doskonalenia się dochodzimy
właśnie przez codzienne powtarzanie tego, w czym chcemy się
doskonalić lub inaczej w czym chcemy dojść do zadowalających nas
wyników. Manna z nieba nie spadnie, bo i po co? Dajmy sobie radość
odpowiedzialności za nie i radość ze stwarzania wszystkiego, co
wejdzie w jego skład. Bo stwarzanie to jego sens. I jeszcze jedno w
tym praktykowaniu nie istnieje żadne musisz, tu istnieje możesz
jeśli chcesz, jeśli jest to twoją wolą i świadomą chęcią
bycia w takiej aktywności.
- Pięknie
powiedziane- słyszę cichutki acz donośnie brzmiący głos w mojej
głowie- nic dodać nic ująć. Jestem szczęśliwa, że wreszcie
mówimy jednym głosem w połączeniu. Ty i ja, dusza i ciało
wreszcie zjednoczone i ujednolicone.
niedziela, 18 października 2015
Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life” w Kobylinie koło Grójca 6 - 8 listopada
Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life"
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy :)
termin kursu: 6 - 8 listopada
kameralna grupa do 10 osób
zapisy i wszelkie szczegóły:
środa, 7 października 2015
Być jednym z wielu to sztuka, wirtuozeria i kunszt najwyższych duchowych lotów.
I znów po kursie Delicious Life nasuwają się wnioski z przemyśleń, tego co się tam wydarzyło. Tym razem głównym tematem zajęć była przestrzeń bycia jednym z wielu. Może i brzmi nieciekawie ale ciekawe niezmiernie było to dośwaidczenie dla mnie. Jeden z uczestników powiedział : ale ja nie chcę być szarą myszą..... tak skojarzył tę przestrzeń doświadczania. Szara mysz, niewyróżniająca się z tłumu. Zwykła, niczego ani nikogo nie udająca. Szara a w swej szarości naturalnie piękna. Zastanowiłam się, dlaczego bycie jednym z wielu jest tak nieatrakcyjne ?
Usłyszałam w sobie odpowiedź:
- po pierwsze, mamy oczekiwania od życia aby ciągle zaskakiwało nas fajerwerkami, inaczej wkrada się w nas poczucie nudy i nieciekawości doznawania. Oczekujemy wyjątkowej miłości, wyjątkowego zawodu, wyjątkowego wyglądu i wyjątkowej roli dla siebie w życiu. Nie chcemy być w przestrzeni dawania innym prawa, zaistnieć na tej samej przestrzeni na tych samych zasadach co my. To wydaje się być karcące wobec samych siebie. Ja nie chcę być szary, więc muszę wypchnać się przed szereg aby mnie było widać. Muszę być widoczny, inaczej zginę. Tak nie ważne, że będę sam i w wiecznym oczuwaniu konkurencji, wyścigu, bo przecież inni też chcą wyprzedzić mnie. I tak do szaleństwa, ciągle ktoś prześciga kogoś a ten kto jest prześcignięty, planuje strategię aby wyjść znów na czele. Obłęd......... ale wart zachodu. Przecież jestem widoczny, choć chwilę mam poczucie sukcesu. I to błędne koło samo się nakręca.
- po drugie, nie jest dla nas interesujące być z ludźmi na wspólnej płaszczyźnie nie wyróżnijąc się, nie dominyjąc przestrzeni i nie zalewając innych swoją energią. Zabieranie przestrzeni jest dla nas najwyższą wartością, za którą dostaje się medale.
Władza....... ot co kręci nas od pokoleń.
Współpraca, współdziałanie i wszelkie współ......wieje nudą. Nikt nie może zdobyć nagrody, pochwały, dyplomu ani stanąć na podium. Czy takie życie ma dla nas sens?
Nie za bardzo. Liczy się prestiż: kont, oświeceń, ilosci fakultetów, ilości laików na facebuków, odsłon na youtobee, komentarzy.
Czy ja mam więcej niż ona? NIe? No to siup trzeba się postarać aby to zmienić. Moim marzeniem jest być najlepszym jasnowidzem w Polsce - usłyszałam kiedyś od koleżanki. OMG!!! to chyba jakiś żart- pomyślałam. No to już po ptakach, znaczy po przyjaźni. Szlak ją trafił z powodu rankingów. Bezinteresowne bycie w przyjaźni i bycie jedną z wielu, nie mogło już zaistnieć z tą osobą. A przecież ta przestrzeń ma ogromną wartość poznawania przede wszystkim siebie. Ja jestem tyle samo wart co ty......to daje spokój i możliwość prawdziwego, szczerego uczucia wobec siebie nawzajem. Lubię cię i chcę po prostu z tobą być i dać ci żyć tak jak chcesz. Nie ograniczać cię, nie strofować, nie ścigać się z tobą, tylko współtworzyć doświadczenie, z tego co razem możemy do niego wnieść.
Jeden z wielu polimerów w związku chemicznym, tworzy przecież całość i skałda się na całość. Co by to było, gdyby te polimery zaczęły ze sobą rywalizować i jeden miał chęć wywyższyć się ponad drugiego. Równanie chemiczne szlag by trafił, hi, hi, hi.... Tak jak szlak trafia dobre ludzkie życie i dobre ludzkie bezinteresowne relacje.
Usłyszałam w sobie odpowiedź:
- po pierwsze, mamy oczekiwania od życia aby ciągle zaskakiwało nas fajerwerkami, inaczej wkrada się w nas poczucie nudy i nieciekawości doznawania. Oczekujemy wyjątkowej miłości, wyjątkowego zawodu, wyjątkowego wyglądu i wyjątkowej roli dla siebie w życiu. Nie chcemy być w przestrzeni dawania innym prawa, zaistnieć na tej samej przestrzeni na tych samych zasadach co my. To wydaje się być karcące wobec samych siebie. Ja nie chcę być szary, więc muszę wypchnać się przed szereg aby mnie było widać. Muszę być widoczny, inaczej zginę. Tak nie ważne, że będę sam i w wiecznym oczuwaniu konkurencji, wyścigu, bo przecież inni też chcą wyprzedzić mnie. I tak do szaleństwa, ciągle ktoś prześciga kogoś a ten kto jest prześcignięty, planuje strategię aby wyjść znów na czele. Obłęd......... ale wart zachodu. Przecież jestem widoczny, choć chwilę mam poczucie sukcesu. I to błędne koło samo się nakręca.
- po drugie, nie jest dla nas interesujące być z ludźmi na wspólnej płaszczyźnie nie wyróżnijąc się, nie dominyjąc przestrzeni i nie zalewając innych swoją energią. Zabieranie przestrzeni jest dla nas najwyższą wartością, za którą dostaje się medale.
Władza....... ot co kręci nas od pokoleń.
Współpraca, współdziałanie i wszelkie współ......wieje nudą. Nikt nie może zdobyć nagrody, pochwały, dyplomu ani stanąć na podium. Czy takie życie ma dla nas sens?
Nie za bardzo. Liczy się prestiż: kont, oświeceń, ilosci fakultetów, ilości laików na facebuków, odsłon na youtobee, komentarzy.
Czy ja mam więcej niż ona? NIe? No to siup trzeba się postarać aby to zmienić. Moim marzeniem jest być najlepszym jasnowidzem w Polsce - usłyszałam kiedyś od koleżanki. OMG!!! to chyba jakiś żart- pomyślałam. No to już po ptakach, znaczy po przyjaźni. Szlak ją trafił z powodu rankingów. Bezinteresowne bycie w przyjaźni i bycie jedną z wielu, nie mogło już zaistnieć z tą osobą. A przecież ta przestrzeń ma ogromną wartość poznawania przede wszystkim siebie. Ja jestem tyle samo wart co ty......to daje spokój i możliwość prawdziwego, szczerego uczucia wobec siebie nawzajem. Lubię cię i chcę po prostu z tobą być i dać ci żyć tak jak chcesz. Nie ograniczać cię, nie strofować, nie ścigać się z tobą, tylko współtworzyć doświadczenie, z tego co razem możemy do niego wnieść.
Jeden z wielu polimerów w związku chemicznym, tworzy przecież całość i skałda się na całość. Co by to było, gdyby te polimery zaczęły ze sobą rywalizować i jeden miał chęć wywyższyć się ponad drugiego. Równanie chemiczne szlag by trafił, hi, hi, hi.... Tak jak szlak trafia dobre ludzkie życie i dobre ludzkie bezinteresowne relacje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


