wtorek, 29 grudnia 2015

Snucie opowieści.

„ Snucie opowieści”.

Gdzie dziś jesteś?

Nie wiem. Czuje się rozdwojona, roztrojona, chciałabym powiedzieć rozdarta ale to takie pejoratywne. W każdym bądź razie chodzi mi o takie uczucie, w którym jestem w kilku miejscach jednocześnie. Śnię na jawie, we śnie jestem jakby w realnym świecie. Przebiegają różne obrazy w mojej głowie ale skąd?
Przychodzą wspomnienia jakby nie moje, ale jednak głęboko wierzę, że jednak są moje. Oglądam filmy i odnajduję w bohaterach odpowiedzi kim jestem. Wzruszam się tym co kiedyś nawet nie powodowało drgnięcia powieki, płaczę nie wiedząc dlaczego. Nie, nie jest mi smutno, jakoś tylko żal i tęsknota za czymś czego nie ma i za tym co odeszło. Tak jakby po czasie docenione piękno tych przeszłych chwil było.
Czuję połączenie z tym co nieżywe, nie ożywione a jednak żywe, świadome i gada. Dziś na przykład śnił mi się mój poprzedni dom. Jakby wirtualne dłonie wyciągał do mnie i wołał cichutko, wręcz niemo, że tęskni. Spytałam- dlaczego? A on, że miłość mu dałam i szacunek. Ściany odmalowałam i uparłam się w nim mieszkać, mimo że zdrowy rozsądek podpowiadał – zmykaj stąd. Na ścianach zagościły moje i dzieciaków obrazy. Mówi, że cieszył się z tego powodu.
Dom, w którym jestem teraz- trudny ma charakter. Chłodny, zdystansowany, jakby pozbawiany duszy. Po co tu jestem?

Tak się czasem zdarza, że to co wydaje się trudne najwięcej miłości potrzebuje, uwagi i wsparcia.
Są miejsca, ludzie i wydarzenia, którymi trzeba się zaopiekować, bo potencjał w nich duży, tylko potrzebują wybudzenia w nich lidera. Oswajają się długo ale jak już się to stanie, wierne i lojalne do końca swoich dni. Kochają niemo, bez słów pięknych tylko w czynach miłość ich się wyraża. Może sucha, może nieporadna ale wielka i czysta, podszyta wdzięcznością za poświęcony czas. Uspokój się, taka już twoja przygoda, oswajać i rozwijać to co najcenniejsze.
Im więcej trudu i wysiłku, tym piękniej na przyszłość.
Wszystko gada, to prawda, sny gadają, kamień gada, człowiek choć niemo siedzi też gada. Każdy i wszystko ma coś do powiedzenia. Wszystkie twoje awatary również, chcą gadać w jednym czasie. Przynoszą dobrą nowinę. Tak, można się w ich głosach pogubić i zatracić tożsamość jednej twarzy ale jak popatrzysz na to jak na dar i uznasz za normalne osobowość wielowymiarową oraz kosmiczną, połapiesz się we wszystkim raz dwa.

Czy mogę ci zaufać?

Zawsze, jestem przecież tą częścią ciebie, która zawsze prawdę zwiastuje.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Metamorfoza.

Metamorfoza.
Czy istnieje takie zjawisko jak metamorfoza?
Czy można się zmienić, zostawić starą siebie gdzieś z tyłu lub na boku? Czy to jest możliwe?
O tak, wiele razy zadawałaś to pytanie i wznosiłaś ręce w modlitwie o zmiany. Prosiłaś widzialne i niewidzialne o pomoc, wsparcie i poprowadzenie. Boże daj mi to, Boże daj mi tamto- mówiłaś. Ale czy coś lub ktoś z zewnątrz może, ma taka moc aby cię zmienić i czy o metamorfozę właściwie ci chodzi? A może chodzi o odkrywanie, uzupełnianie i zobaczenie siebie z innej perspektywy? Może chodzi o to, że możesz być jeszcze taka i taka i taka jak wczoraj też możesz być. Może nie chodzi o metamorfozę, może chodzi o ...........właśnie o co chodzi w drodze do poznawania siebie?
Często słyszę jak inni mówią - " chcesz być kimś innym musisz zostawić siebie znaną"- ale czy zostawić, czy iść z każdym odkryciem i być o nie pełniejszą?

sobota, 26 grudnia 2015

Bez tytułu......

Święta, święta i prawie po świętach. Jak się z tym czujesz? Jutro już pewnie wrócisz do normalności?
Nic podobnego, nie zgadzam się aby ten nastrój ulotnił się, jak kwitnący kwiat jednej nocy. Niech on będzie jednej nocy ale każdej i każdego dnia.
To znaczy, że nie zrobisz prania?
Zrobię, jak najbardziej, ale zastanowię się jak je suszyć i gdzie, aby nie zaburzało świątecznej atmosfery.
A może nie pójdziesz do pracy, na znak przedłużającej się atmosfery świąt?
Może nie pójdę a może pójdę jeszcze, nie zdecydowałam. Jeśli jednak wybiorę, że pójdę to zaniosę świąteczny nastrój w postaci ciasta i magii wewnętrznej ciszy. Będę słuchać a jak mi się znudzi wezmę łyk kawy i znów będę słuchać co inni mają do powiedzenia. Zauważę między łykami, co jest dla nich ważne i podleję słowem każde ich marzenie. Mrzonkę zignoruję milczeniem, każdy przecież ma prawo do mrzonek i do mrożonek, i do marzeń, i do sukcesu, i do własnej percepcji. Entuzjazm rozleję do kubków współbraci i powiem, że jesteś tym, kim ty sam - nie inni- sądzisz, że jesteś. Uwolnię dobre słowo ze smyczy konwenansów i zwrócę się do ciebie po imieniu. Ciepło i przytulnie postoję przy tobie, jak opadniesz z sił przytulę i kubek z kawą napełnię z napisem " tylko ty wiesz, co najlepiej motywuje cię do życia". Zainteresuję się innymi, tak jak przed świętami odnajdywałam dla nich prezenty. Będę dawać w ciszy czas i uwagę, dziś wiem, że każdy chce czuć się ważny. Ważny dla siebie ale i dla innych. Chce uwagi i wysłuchania. Chce szacunku i podlania. Chce mieć przyjaciół a nie wrogów. Każdy jest jak dziecko, które chce aby mama patrzyła i podziwiała jak robi dla niej różne sztuczki. Bez ciebie drogi człowieku, moje życie nie ma sensu. Twoje szczęście jest moim i moje twoim. Twoje marzenia są moimi a moje twoimi. Wszyscy wspólnie tworzymy nasz świat i ja już o tym wiem...........................

czwartek, 24 grudnia 2015

Słonecznikowe święta.

Myśl co chcesz ale ja czuję wyjątkowość i magię tych dni.
Jakoś tak wszystkie waśnie i kłótnie, na moment ustają w mej głowie. Chcę dawać i życie widzę w happy barwach. Może za dużo naoglądałam się świątecznych filmów? Może............
Tak czy siak wszystkiego happy:))))))))
Moje sunflowerowe święta.....................................Zamiast choinki słoneczniki, pod którymi znajdą się prezenty:)


sobota, 19 grudnia 2015

Samotny ironista.

„Samotnia ironisty”.

Siedzisz dziś w domu sam? Nie, siedzę z własnymi myślami. O to miłe i jak ci z nimi mija czas?
Całkiem dobrze. Pijamy herbatę i wymieniamy się poglądami na temat otaczającego nas świata.
O świecie rozmawiacie? Tak, im dalej od siebie tym ciekawiej…...
Naprawdę tak uważasz? Dlaczego nie ciekawi cię własne życie? Bo jest nudne, normalne i przewidywalnie smutne. Inni to mają …….
Co mają i skąd wiesz jak inni się czują z tym co mają?
Widzę przecież, że są uśmiechnięci, rozradowani i mają drogie zegarki.
No tak mają drogie zegarki, na których sprawdzają upływ ich straconego czasu. Żyjąc w blichtrze, na pokaz, posiadając różne rzeczy, duże, małe, wielkie samochody choć sami niscy, zatracają sens prostego życia. Leżąc na kanapie nawet nie wiedzą, że poza istnieje życie globtrotera, przemierzającego świat z luksusowym plecakiem. A w plecaku kompas. Kompas duchowy, intuicja i impuls życia. Samotni do znudzenia, nieszczęśliwi i w strachu, że stracą……
Co inni mają? A co ty masz? Ty masz mnie, duszę, z którą zawsze możesz pogadać ale o nas, nie o świecie, o nas……..o tobie i o mnie. Pojedziemy razem na rower?

piątek, 18 grudnia 2015

Patera.

„Patera”.

Oswajam nowy dom, dzień po dniu zaprzyjaźniając się z miejscem. Staram się go pokochać i dać mu to czego potrzebuje. Zdejmuję z niego kurz zapomnienia, wprawiam w ruch energię nieużywanych rzeczy, wietrząc, kręcąc się po kuchni i salonie. Pudła dalej spakowane, bo wyjdę stąd niebawem, to tylko poczekalnia dla mnie bardziej sprecyzowanej. Ale dom, który jest tymczasowy również wymaga uwagi i miłości.
Co mogę ci dać? O chciałbyś zapachu szarlotki, który rozejdzie się po wszystkich kątach. Proszę bardzo, niech będzie szarlotka. Z cynamonem? O tak, z cynamonem i z kruszonką.
Na paterze stoi dostojna świeża i bezglutenowa szarlotka. Pachnie nią cały dom i każdy jego mieszkaniec mijając ją skubnie co nieco. W zadowoleniu i w błogim mruczeniu odchodzi z mlaskaniem na ustach a dom ? A dom się cieszy, jest przecież po to, aby tętniło w nim miłe i smaczne życie. Choćby na chwilę……….



czwartek, 17 grudnia 2015

Magiczne puzderko.

„Kolekcjoner czystych myśli”.

Mam czyste myśli. Jak to czyste a czym ta czystość się charakteryzuje?
Mam myśli przezroczyście muślinowe. Śliskie, szybko spadające w dół. Nie trwają długo, pojawią się i znikną tak szybko jak przyszły.
A po co przychodzą ? Po to aby urozmaicić moje życie. Szybko przychodzą, szybko znikają ale zawsze zdążą wykreować moją rzeczywistość. Czyste myśli przed chwilą wyjęte z pralki i powieszone w oknach moich oczu niczym świątecznie pachnące firanki, przeddzień bielone w bielince.
Moje myśli czyste, świąteczne, pachnące piernikiem i ulotną magią. Kolekcjonuję je choć znikają. Jak się tylko pojawią wkładam je do magicznego pudełka z napisem „marzenia”. Śliczne puzderko, zaczarowuje czyste myśli niczym iluzjonista wyciągający z kapelusza zająca, tak ja z niego wyciągam moje życie.
Te brudne piorę, suszę na słońcu, magluję i krochmalę. Powlekam nimi świeżo wywietrzoną pościel, w której będę tej nocy spać. Przyśnią mi się w niej sny, te prorocze. Ukołyszą, ukoją i pomyślność obiecają. Czyste myśli znów napłyną a ja znów włożę je do puzderka i poczekam aż wypłyną z nich marzenia. A czy ty masz takie magiczne pudełko?

środa, 16 grudnia 2015

"Co dziś wykreowałeś?"

Taka zabawa w "Co dziś wykreowałeś?"
Bawisz się życiem? Nie, hm......... to szkoda. A może dziś zrobisz wyjątek i zabawimy się w kreowanie?
Popatrz na pustą kartkę dzisiejszego dnia, jeszcze nic tam nie ma, jeszcze wszystko może się zdarzyć. Widzisz ten dzień bez plam wczorajszej kawy? Jeśli tak to cudownie.Zabierzmy się do zabawy w malarza designera. Czego chcesz dziś, co byś zjadł, gdzie byś pobiegł, co byś zobaczył? O naprawdę nie masz czasu na takie głupie zabawy? Znów boli cię głowa? Mówisz, że od jutra ...........
O tak, tak jutro będzie na to lepszy dzień? A dlaczego jeśli mogę spytać?
Bo to będzie jutro, nowy dzień i być może wstaniesz prawą nogą? Rozumiem. To co dziś wykreowałeś? Nudę, ból głowy i jutro jest czas na życie .........ciekawe, bardzo ciekawe.
A może zejdziesz z kanapy rozpamiętywania i pójdziesz ze mną na spacer? Pójdziemy na dobrą kawę co ty na to?
Od czegoś zacznijmy naszą przyjaźń. Pytasz mnie... a ja kto, że chcę się z tobą zapoznać? To przecież ja, twoja dusza, słyszałeś kiedyś o mnie?

wtorek, 15 grudnia 2015

Emocje ciąg dalszy.

CO POBUDZA NASZ UKŁAD LIMBICZNY DO WYTWARZANIA EMOCJI?
Dźwięki - wytwarzane w otoczeniu, jako jedna z przyczyn pobudzania układu limbicznego, to pierwsze co przyszło mi do głowy. Inaczej rzecz ujmując, to pewna częstotliwość fal dźwiękowych, która pobudza nasz mózg do produkcji fal beta. Fale beta to stan aktywności, gotowości, który towarzyszy nam w zwykłych czynnościach dnia codziennego, reprezentuje percepcję zmysłową opartą na postrzeganiu pięciu zmysłów i pracę umysłową opartą na logicznym myśleniu. Sposób naszej komunikacji wyuczonej, tej werbalnej opartej na retoryce poprawczo- naprawczej oparty jest właśnie na częstotliwości fal beta. Komunikujemy się najczęściej po to aby nadać komunikat, że coś jest nie w porządku lub coś jest w porządku, według naszej percepcji i wkodowanego wzorca. Sposób komunikacji, jej energia i wydźwięk, od pokoleń taka sama, wytwarza stałe pobudzenie układu limbicznego. A temu towarzyszą emocje, które jak już ustaliliśmy zawężają prawdziwość spostrzeganej sytuacji. Wyuczyliśmy się nadawania komunikatu, który blokuje dojście do wyższych stanów świadomości, w zamian trzyma nas w stanie permanentnego napięcia.
Dźwięk - jako komunikat to jedno, drugie to dźwięki, które do nas docierają w postaci hałasu, w postaci dźwięku niesłyszalnego dla ucha np. praca urządzeń elektrycznych. Dźwięk tętniącego życiem miasta, dźwięk energii ludzi. Tak każdy człowiek ma dźwięk, jedne dźwięki wyciszają inne wprost przeciwnie pobudzają nasze emocje.Muzyka ma swój dźwięk niezależnie czy słuchana głośno czy cicho, może pobudzać emocje. Układ limbiczny pracuje w sposób prawidłowy, czyli służący naszemu psychicznemu zdrowiu wtedy gdy odczuwamy błogostan. Jeśli czujemy pobudzenie emocjonalne to znak, że dzieje się coś co jest wbrew naszemu zdrowiu i naszej naturze.
Co jeszcze za ten stan odpowiada, brak komunikacji ze swoją duchową częścią, skutecznie utłuczoną za pomocą różnych systemów religijnych, filozoficznych, społeczno- kulturowych. Wiekowy brak atencji w dziedzinie rozwoju intuicji i odbierania odczuć, brak metod dydaktycznych i całych programów szkolnictwa w uszanowaniu i pielęgnowaniu aspektu twórczego w człowieku. Stłamszona abstrakcyjny sposób myślenia. Ograniczono wyobraźnię i wolnomyślicielstwo – nazywając anarchią, brakiem reguł społecznych i nielogicznym myśleniem. Uśpiono intuicję i pierwiastek boskiej płodności w każdym z nas. Nie nadano ważności twórczości w każdym aspekcie życia, nadano za to ważność odtwarzaniu schematów. My sami kontynuujemy pod swoim dachem i pod swoimi włosami dalej to od czego chcemy odejść. Każdy z nas w zaciszu domowym, we własnym wolnym czasie wytarza emocje, mało tego panuje dość popularny pogląd, że dzięki nim czujemy, życie.
Co można z tym zrobić?
Zacznijmy od najprostszych narzędzi przywracania abstrakcyjnego myślenia, i wejścia w inny stan świadomości. Inny znaczy wytwórzmy w naszym mózgach fale alfa czy theta.
W tym celu malujmy koła i inne figury geometryczne. Różne kolory i rozmiary. Ćwiczmy to codziennie a naszej mózgi utrwalą sobie stan świadomości, podobny do tego po LSD.
Ćwiczmy się w malarstwie bez reguł i treści. Bawmy się procesem stwarzania bez nadania w umyśle początkowej formy. Przemalowujmy, nie bójmy się fantazjować, zmieniać, nakładać nowe aż do momentu, w którym poczujemy- dość. Wejdźmy we własną medytacyjną ciszę umysłu i już z niej nie wychodźmy, siedźmy w niej i umacniajmy ją codziennymi ćwiczeniami.
Komunikujmy się z ludźmi tylko wtedy, gdy jesteśmy w innym stanie świadomości. Zaprzestańmy dyskusji, przekonywania do własnej racji. Skupmy się na tym co ważne: na kreacji, spokoju, zadowoleniu i pokoju w sobie. Nauczmy się języka innej świadomości. Jak? Codzienną praktyką medytacyjnego funkcjonowania. Czytajmy to co nas uspokaja, bierzmy udział w tym co cię wycisza, zostańmy w ciszy w tym co wywoła emocje. Bądźmy bierni słownie, zauważmy swą reaktywność i w swoim tempie z niej wychodźmy. Usuwajmy z siebie schematyczne reakcje, poprzez robienie czynności wypływających z chwili. Nie planujmy, dokonujmy działań z impulsu sytuacji, czy informacji bieżącej. Odczuwajmy życie a nie przypuszczajmy, że takie jest. Nie prośmy Boga o zmiany – sami ich dokonujmy na swoim polu życia.
Bądźmy cisi w mądrości, a nie głupi w głośności. Przemilczajmy, nie reagujmy w emocjach. Uspokójmy się i zareagujmy adekwatnie do chwili, która nadejdzie po burzy.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

EMOCJE

EMOCJE.
Kilka słów wyjaśniających czym są emocje, jak powstają, i która część naszego mózgu za nie odpowiada.
Czym są emocje?
Emocje w psychologii to procesy psychiczne, silne odczucia pobudzające, nadające wrażeniom subiektywne wartości i jakości.
Są to zwykle automatyczne, dość krótkie i złożone reakcje organizmu.
Emocje są zwykle widoczne na zewnątrz, mają swoje korelaty fizjologiczne nawet jeśli są skrywane.
Nasz mózg jest organem, który pozwala nam odczuwać i myśleć, uczyć się i pamiętać, tworzyć i marzyć, nabywać i przejawiać stany emocjonalne. Emocje, uczenie się i pamięć są wyjątkowo złożonymi przejawami aktywności mózgu, a najbardziej istotnymi obszarami mózgu, stanowiącymi podłoże strukturalne wymienionych procesów są układ limbiczny i kora mózgowa. Główną funkcją układu limbicznego jest analiza bodźców środowiska zewnętrznego i wewnętrznego ustroju pod kątem ich znaczenia emocjonalnego i kierowanie zachowaniem popędowo- emocjonalnym.
Funkcje układu limbicznego:
- powstawanie stanów emocjonalnych
- koordynacja czynności układu somatycznego i autonomicznego
- procesy poznawcze uczenia się i pamięci.
Bliski związek anatomiczny wyjaśnia, dlaczego emocje i pamięć są ze sobą ściśle związane, dlaczego lepiej przechowujemy pamięć, która powstała przy odpowiednim poziomie emocji niż wtedy, gdy poziom wzbudzenia był zbyt niski lub nadmiernie wysoki. Poziom wzbudzenia oraz stan emocjonalny stanowią tzw. nieasocjacyjne czynniki uczenia się i zapamiętywania.
Są to procesy przetwarzania informacji, jakie zachodzą w układzie nerwowym i polegają na odbieraniu informacji z otoczenia, ich przechowywaniu i przekształcaniu, oraz wyprowadzaniu ich ponownie do otoczenia w postaci reakcji - zachowania.
To wszystko wiedza psychologiczna, biologiczna i fizjonomiczna. Wiedza empiryczna poparta doświadczeniem klinicznym wobec tego stanowi fakt naukowy, który jednym słowem potwierdza, że emocje i to co zapamiętaliśmy pod ich wpływem jest prze-fałszowane i do tego w następnej podobnej sytuacji zareagujemy automatycznie według wyuczonego wzorca. Pytanie moje jest takie, czy istnieje możliwość uwolnienia się od emocjonalnego oglądu świata, a co za tym idzie od uczenia się reakcji na niego? Czy abstrakcyjny sposób reakcji jest możliwy, i czy można wyjść poza automatyzmy?
Jak pozbyć się emocji i czy one są naszą naturą?
W pracach naukowych wyczytałam jeszcze jedną ważną informację, a mianowicie - drażnienie prądem obszarów limbicznych, wywołuje psychozy i halucynacje. A przecież pobudzenie do emocji to właśnie reaktywność układu limbicznego. Czyżbyśmy byli cały czas w obszarze psychoz i halucynacji? Czy tylko medytacyjny stan umysłu może przynieść prawdę i abstrakcyjną na nią reakcję?
To jest dla mnie przełomowe spostrzeżenie, nad którym mam zamiar dalej pracować, abyśmy stali się wreszcie prawdą a nie wyuczoną reakcją. I jeszcze jedno, co cały czas stymuluje nasz układ limbiczny aby wytwarzał emocje? Jeszcze nad tym popracuję, chcę dowiedzieć się prawdy, ale o tym już w następnych detektywistycznych sprawozdaniach.

sobota, 12 grudnia 2015

„Wyuczone reakcje - zaklęty świat i dzień świstaka”.

Jeśli nie swoje życie wiodę, to czyim życiem żyję?
Może kogoś innego, kto we mnie zapisał się grubymi literami. Czyją pieśń śpiewam i czyją linię życia ciągnę w natchnieniu i w iluzji własnych decyzji. Czy moje wybory są moimi?
Patrząc na swoje życie mam wrażenie, że tak niewiele jest w nim mojego. Tak niewiele chwil satysfakcjonuje i powoduje nirwanę. Mam wrażenie, że większość z nas tak odczuwa. Bywamy szczęśliwi a nieszczęśliwi to nasz stan .......
Przypatrując się życiu stwierdzam, że łatwo w nie wnieść cudze wzorce, myśli i sposób patrzenia. Tak łatwo się zasugerować i tak łatwo jako dogmat wyhodować owoc cudzego w sobie. Poczucie winy, poczucie obowiązku, poczucie słuszności poglądów autorytetów, silne emocje towarzyszące sytuacjom, rozmowom, życiu, wytatuowały w naszych pamięciach ciała trwały ślad. Nazwałam kiedyś to zjawisko podprogowymi tatuażami. Nie widać ich a definiują nasze życia, wybory i sposób myślenia, ale gdzieś tam cichutko dusza łka i nie wyraża w sposób niemy na to zgody.
Czujemy pomieszanie między tym co powinniśmy zrobić, a tym co byśmy mogli gdybyśmy nie musieli. Musimy nie wiedząc, że musimy. Wydaje nam się, że tak trzeba. Wszystkie te kody postępowania zanotowane w pamięci ciała są z nami na dobre i na złe. Siedzą a właściwie wystają i kują. Mam dziś pewność, że istnieją, kiedyś tylko się domyślałam, że są. Zaczęłam z nimi pracować, to znaczy, zaczęłam się im przyglądać świadomie, pytając dlaczego tak się dzieje, jak się dziać nie powinno aby osiągnąć spokój życia. Pokazywały się obrazy z przeszłości, które nasiąknięte emocjonalnością osób biorących w nich udział nasączały cały mój system wierzeń, i nauczały mnie jak reagować, i jak odnosić się do podobnej rzeczywistości jeśli ją w przyszłości jeszcze będę doświadczać. Takie stałe wzorce reagowania na podobne sytuacje. Reakcje wyuczone.....
Tak, cała stałam się po latach życia z innymi jedną wielką wyuczoną reakcją. Przyglądając się sobie dzień po dniu wyjmowałam z pamięci ciała ugrzęźnięte kody. Ale zauważyłam też, że w trakcie współczesnego życia, jak tylko pojawiała się emocja w jakiejś sytuacji, znów tworzyły się nowe i znów i znów.
Postanowiłam się przyjrzeć tematowi bliżej i znaleźć sposób na to aby się już nie tworzyły a właściwie więcej, aby zapełnić stary wzorzec czymś co jest zgodne ze mną i działa jako tatuaż podprogowy, czyli automatycznie w podobnych sytuacjach.
Tak jakbym rozkodowywała stary system oprogramowania komputera i wprowadzała nowy zgodny z tym kim jestem dziś.
Ciekawe doświadczenie, pokazało mi, że działamy jak system komputerowy, i jak prosto można nas programować zewnętrznie, ale też my sami w prosty sposób możemy programować siebie tym co nas wspiera i podlewa. Było mi mało, bo kto tak do końca życia chce tyle uwagi poświęcać na kodowanie, rozkodowanie.
Doszłam do wniosku, że kiedy emocje znikają z naszego reagowania, a nasz stan umysłu jest w postawie obserwującego życie, to kody nie zapisują się w naszych ciałach i w świadomości. Przepływa przez nas energia doświadczenia jak przez sito o wielkich dziurach i nic w nas nie zostaje. Stajemy się wolni od zewnętrznych wpływów i gotowi na kontakt ze sobą i tym kim jesteśmy naprawdę. Na kursie" Delicious Life" pracujemy nad tym, aby dojść do postawy obserwatora, pokazuję narzędzia jak to zrobić. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie możesz na kurs przyjechać i go odbyć, to jestem gotowa pracować indywidualnie nad tym, aby pokazać ci jak możesz pozbyć się wzorców i wprowadzić nowe aby umysł przekierowywać na tworzenie, a codzienną pracą nad zlikwidowaniem emocji dojdziesz już sam do postawy obserwującego swoje życie lub jeszcze o krok dalej bycia w niebycie, gdzie jesteś i nie ma cię jednocześnie. Jesteś wszystkim i niczym. Jesteś pustką, która może wypełnić się wszystkim. Ale trzeba zacząć proces od podstaw. Od uwagi skierowanej na podprogowe tatuaże, które nie są naszą formą zachowań, tylko wyuczoną reakcją na wydarzenie i są podszyte emocjami.
Wszystkich chętnych zapraszam do współpracy ze mną na skypie. Dodatkowe informacje o tej formie pracy znajdziecie niebawem na stronie internetowej Drogi do Wolności. Możecie przysyłać maile z zapytaniami pod adres :
biedronka 2406@gmail.com
Zachęcam również do zakupu narzędzi do samodzielnej pracy dostępnych na stronie Drogi do Wolności oraz książki, słuchadła i czytadła, w których jest opisany cały proces dochodzenia do postawy obserwującego życie, a potem do postawy bycia w niebycie, kiedy to praca nad sobą się kończy, a zaczyna się świadome przeżywanie życia.

czwartek, 10 grudnia 2015

W poczekalni, ciąg dalszy...

Siedzę w poczekalni i widzę pudła ze spakowanymi rzeczami mojego przenośnego domu. Tak wędruję przez świat już od sześciu lat a mój dom razem ze mną. Wszystko w pudłach, walizkach i wielkich chińskich torbach. Istny bazar, tyle różnych rzeczy, potrzebnych, niepotrzebnych, zbędnych, ukochanych i tych tylko przywiązanych z jakiś sentymentalnych względów. Zapach podróży roznosi się w całej przestrzeni tymczasowości. Jestem w niej i nie ma mnie zarazem. Ta część, która chce stałości i przypisania do jednego miejsca płacze wyrwana z korzeniami a ta druga jest gotowa na znalezienie jak najwięcej dla siebie przygody, nieznanego i jeszcze nie wiem czego to się dopiero okaże. Mam różne przeczucia. W zależności, z której części mnie pochodzą. Jedne dobre, radosne a drugie przyciskają mnie pod ciężarem niewiadomego losu. Czy kiedyś będę miała swoje, aktem notarialnym zapisane miejsce?
Druga część mnie ta cygańska z odrobiną krwi nomadów woła silnym głosem " Po co ci stałość, wiatr we włosach i nowe pastwiska z żyzną glebą to jest wartość". Nie mogę pogodzić tych dwóch osobliwych temperamentów we mnie samej. Który głos jest ten z duszy, a który z pamięci przeszłych losów mojej rodziny? Czyje życie wiodę, czy moje?
Za czym tak gonię w podróży, a czego się boję w osiedleniu i stałości?
Tak sobie siedzę z kubkiem ulubionej, czarnej, świeżo zaparzonej, aromatycznej herbaty i szukam zrozumienia swoich dwóch przeciwstawnych myśli. Jak je pogodzić, jak sprawić aby wilk był syty i owca cała, i czy to jest w ogóle możliwe?
Poczekalnia....... do czego w moim życiu tym razem będzie stanowiła pomost?
A może ostatecznie rozprawię się z potrzebą ciągłych zmian i szukania ziemi obiecanej?
A może ziemia obiecana jest we mnie i niezależnie, gdzie złożę pudła, walizki i torby będzie tam mój dom, na stałe. Do końca moich dni......Jakie życie taka śmierć, nie dziwi nic........

wtorek, 8 grudnia 2015

Poczekalnia.

Poczekalnia.
Między jednym a drugim stanem istnieje jeszcze pomiędzy. Pomiędzy jednym a drugim, istnieje pomost, który ma za zadanie przeprowadzić nas w następne miejsce. Czasami jest jak most zwodzony, na który musimy poczekać zanim wszechświat go opuści i będzie gotowy do naszego przejścia, lub inaczej on zostanie opuszczony abyśmy my gotowi, przeszli na drugi brzeg.
Właśnie teraz jestem w takiej poczekalni. Mam czas między jednym a drugim. Popijam herbatę, kakao, czytam, oglądam ulubione seriale. Niecierpliwość? A i owszem dopada mnie, bo nikt nie powiedział mi, że w poczekalni mogą wydarzać się cuda. Ot rozmowa na walizkach......niby nic a cieszy. Odpisanie na maila, który wzruszył do łez......łyk szybkiej zupy z gorącego kubka, też ma swój wkład do radości chwili w poczekalni, gdzie wszystko z założenia jest tymczasowe. Ale czy jest czasem straconym?
Będzie, jeśli tak do tego podejdę, ale jeśli docenię, stanie się częścią mojego życia...... jedną z wielu.

sobota, 5 grudnia 2015

CZYTADŁO: " Droga do siebie. Smak luksusu podwójnie czekoladowy".

Bardzo się cieszę, że postawiłam kropkę po ostatnim zdaniu. Powstało, mam nadzieję, interesujące czytadło. Poruszam ze sobą intrygujące tematy, znajduję wskazówki i proste rozwiązania. Poddaję w wątpliwość sposób myślenia i odnajduję swoją prawdę. Publikowałam na Facebooku fragmenty. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać to z prawdziwą przyjemnością mogę przesyłać czytadło w postaci pdf na maila. Koszt 20 zł. Nr konta podam w mailu.
Osoby, które ukończyły kurs " Delicious Life " mają czytadło za darmo jako uzupełnienie kursu. Wszystkich chętnych w związku z tym proszę o maila. 



sobota, 28 listopada 2015

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life"
 
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy :)
 
termin kursu: 15 - 17 stycznia 2016r.

miejsce kursu: http://www.palackobylin.pl/
 
 kameralna grupa do 10 osób
 
zapisy i wszelkie szczegóły:
 
 

czwartek, 26 listopada 2015

Rozkosz nic nie robienia.

Czy ja chcę coś napisać, czy ja muszę już pisać, czy ja jestem wolna czy zajęta? Nawet jak jestem wolna, czuję się zajęta nawet nie wiem czym, zdaje się, że samym poczuciem bycia zajętą.
Skąd takie przywiązanie do iluzji? Przecież faktycznie nie istnieje stan, a nam się wydaje, że istnieje.
Wyczuwam napięcie w ciele, kiedy nie mam nic do zrobienia no chyba, że jestem padnięta i po prostu nie mam siły aby coś robić, wtedy czuję się usprawiedliwiona. Ale jak wiem, że siły mam tylko chęci do działań brak, to niepokój wchodzi i niezadowolenie z samej siebie, tak jakby ktoś mnie cały czas obserwował i poddawał krytyce moje „lenistwo”. Mój stan nic nie robienia staje się moim iluzorycznym grzechem. Włoskie „Dolce far niente”, czyli rozkosz z nic nie robienia, słodkie nieróbstwo staje się wyzwaniem z górnej, luksusowej pułki.
Tak…. mogę to zdiagnozować jako kierat. Stare słowo, współczesnym mało znane lub w ogóle nie znane. Oznacza ni mniej ni więcej, urządzenie wykorzystujące siłę pociągową zwierząt do napędu maszyn rolniczych. Konie lub woły chodzą w kole a jak przestają, to z bacikiem pan i władca bije je po zadzie. Chodzą tak do znudzenia i kompletnego wyczerpania. Mam taki kierat w głowie. Jeszcze to, jeszcze to, nawet przestawiam różne rzeczy w inne miejsca, jak nie mam nic konkretnego do zrobienia. Jakby nie wypadało nic nie robić. Jeśli nie mam pracy wstyd mi, że jestem nieproduktywna. Ktoś może określić mnie darmozjadem lub leniem. Więc co mnie do niej motywuje tak naprawdę? Prawdziwa potrzeba, pasja czy przymus wynikający z lęku przed dezaprobatą?
Człowiek pracowity to ten, który jest wartością tej ziemi a nierób to darmozjad. Nie zapracowuje na swój wikt i opierunek. Ten wzorzec mam zapisany w ciele, w pamięci i Bóg wie gdzie jeszcze.
Słyszę wciąż żywe słowa- no rusz się. Mama się tak ruszała, tata się wciąż ruszał, ja musiałam się wciąż ruszać, tylko siostra potrafiła to olać. A może nie olała tylko musiała się ruszać w inny sposób.
Nie nauczyłam się, a właściwie nie miałam wzorca nic nie robienia ani delektowania się brakiem czynności hm….... Nikt mi nie powiedział- jak pięknie nic nie robisz! Powiedział za to -jak pięknie pracujesz!
Czy rozkosz nic nie robienia drogi czytelniku jest grzechem?
A może jest naturalną częścią naszego życia, a może wymysłem leniwych ludzi?

poniedziałek, 26 października 2015

PRAKTYKOWANIE ŻYCIA

Obiecałam sobie, że ważną sprawą dla mnie, będzie codzienne praktykowanie życia w pasji.
Praktykowanie czyli dotykanie w praktyce tego kim jestem i kim jeszcze mogę się stać.
Dziś praktykuje od rana tę część siebie, którą lubię nazywać pisarką od serca. Moje pisanie od rana jak łyk porannej kawy budzi mnie do aktywnego życia. Mam dziś również chęć namalować motyle i zrobię to, kiedy poczuję, że to właśnie ta godzina i ta minuta. Usiądę wtedy rozłożę farby i będę praktykować tę część siebie, którą lubię nazywać intuicyjną malarką. Dziś wiem, że powstanie stado motyli. Już przed pisaniem wyszukiwałam w internecie najpiękniejszych wzorów skrzydeł. Uczyłam się ich faktury, struktury a przede wszystkim praktykowałam swoje preferencje i własny gust. Cudownie zaczęłam dzień. Rodzę od samego rana dzieło swojego życie poprzez różne czynności i ich praktykowanie. Oj zapomniałam, że z samego rana praktykowałam tę część siebie, którą lubię nazywać kocią koleżanką. Przytulanie zwierząt, rozmowa z nimi lub nawet samo patrzenie na nie, to praktykowanie tej części mnie, którą lubię nazywać bliskością ze wszystkim co istnieje. Praktykuję wszystko na co mam chęć i co składa się na moje świadome życie. Nie uciekam od powtarzalności wręcz przeciwnie zasycam się nią , stymuluje i tworzę w tej przestrzeni poczucie spełnienia i przyjemności. Nie czekam na cud, że życie samo mi coś przyniesie. Wiem już, że nie przyniesie mi nic bez mojego udziału. Ja to przecież moje życie. Moje myśli, odczucia i moje działania. Moja aktywność to życie a moja bierność to moja śmierć. Praktykuję codziennie wiele innych moich stron i właśnie teraz jak to robię czuję, że życie jest we mnie a nie obok mnie. Codziennie mam rytuały ale nie, nie nie w starym znaczeniu powtarzania tego co pasją moją nie jest tylko przymusem. Dziś mam dobrowolne radosne powtarzanie czyli praktykowanie tego co sprawia mi radość i stanowi nieodłączny element życia , który musi się wydarzyć bo bez niego nie mogłabym istnieć ja jako ja. Tak, tak nawet gotowanie, sprzątanie i czyszczenie kuwety jest pasją codziennego dnia. Kochając swoje życie kocham wszystko co na nie się składa. Kocham zmiany siebie, odkrywanie swoich nowych stron, więc praktykuję codziennie metody, techniki, które wybrałam na dany moment aby posunąć się do przodu w odkrywaniu nowoczesnej ja. Praktykuję co oznacza moją aktywność. Praktykowanie z założenia ma zawartą powtarzalność ale nigdy dwa razy nie wydarzy się taka sama. Nie ma w niej nudy jest kreacja, niebanalna, nieprzewidywalna ale stała.
Tak sobie pomyślałam, że nawyk praktykowania własnego życia jest najwspanialszym prezentem jaki możemy sobie dać. A nawyk wytwarza się przez powtarzanie. Do perfekcji doskonalenia się dochodzimy właśnie przez codzienne powtarzanie tego, w czym chcemy się doskonalić lub inaczej w czym chcemy dojść do zadowalających nas wyników. Manna z nieba nie spadnie, bo i po co? Dajmy sobie radość odpowiedzialności za nie i radość ze stwarzania wszystkiego, co wejdzie w jego skład. Bo stwarzanie to jego sens. I jeszcze jedno w tym praktykowaniu nie istnieje żadne musisz, tu istnieje możesz jeśli chcesz, jeśli jest to twoją wolą i świadomą chęcią bycia w takiej aktywności.

- Pięknie powiedziane- słyszę cichutki acz donośnie brzmiący głos w mojej głowie- nic dodać nic ująć. Jestem szczęśliwa, że wreszcie mówimy jednym głosem w połączeniu. Ty i ja, dusza i ciało wreszcie zjednoczone i ujednolicone. 


niedziela, 18 października 2015

Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life” w Kobylinie koło Grójca 6 - 8 listopada

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life"
 
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy :)
 
termin kursu: 6 - 8 listopada

miejsce kursu: http://www.palackobylin.pl/
 
 kameralna grupa do 10 osób
 
zapisy i wszelkie szczegóły:

środa, 7 października 2015

Być jednym z wielu to sztuka, wirtuozeria i kunszt najwyższych duchowych lotów.

I znów po kursie Delicious Life nasuwają się wnioski z przemyśleń, tego co się tam wydarzyło. Tym razem głównym tematem zajęć była przestrzeń bycia jednym z wielu. Może i brzmi nieciekawie ale ciekawe niezmiernie było to dośwaidczenie dla mnie. Jeden z uczestników powiedział : ale ja nie chcę być szarą myszą..... tak skojarzył tę przestrzeń doświadczania. Szara mysz, niewyróżniająca się z tłumu. Zwykła, niczego ani nikogo nie udająca. Szara a w swej szarości naturalnie piękna. Zastanowiłam się, dlaczego bycie jednym z wielu jest tak nieatrakcyjne ?
Usłyszałam w sobie odpowiedź:
- po pierwsze, mamy oczekiwania od życia aby ciągle zaskakiwało nas fajerwerkami, inaczej wkrada się w nas poczucie nudy i nieciekawości doznawania. Oczekujemy wyjątkowej miłości, wyjątkowego zawodu, wyjątkowego wyglądu i wyjątkowej roli dla siebie w życiu. Nie chcemy być w przestrzeni dawania innym prawa, zaistnieć na tej samej przestrzeni na tych samych zasadach co my. To wydaje się być karcące wobec samych siebie. Ja nie chcę być szary, więc muszę wypchnać się przed szereg aby mnie było widać. Muszę być widoczny, inaczej zginę. Tak nie ważne, że będę sam i w wiecznym oczuwaniu konkurencji, wyścigu, bo przecież inni też chcą wyprzedzić mnie. I tak do szaleństwa, ciągle ktoś prześciga kogoś a ten kto jest prześcignięty, planuje strategię aby wyjść znów na czele. Obłęd......... ale wart zachodu. Przecież jestem widoczny, choć chwilę mam poczucie sukcesu. I to błędne koło samo się nakręca. 
- po drugie, nie jest dla nas interesujące być z ludźmi na wspólnej płaszczyźnie nie wyróżnijąc się, nie dominyjąc przestrzeni i nie zalewając innych swoją energią. Zabieranie przestrzeni jest dla nas najwyższą wartością, za którą dostaje się medale. 
Władza....... ot co kręci nas od pokoleń. 
Współpraca, współdziałanie i wszelkie współ......wieje nudą. Nikt nie może zdobyć nagrody, pochwały, dyplomu ani stanąć na podium. Czy takie życie ma dla nas sens?
Nie za bardzo. Liczy się prestiż: kont, oświeceń, ilosci fakultetów, ilości laików na facebuków, odsłon na youtobee, komentarzy. 
Czy ja mam więcej niż ona? NIe? No to siup trzeba się postarać aby to zmienić. Moim marzeniem jest być najlepszym jasnowidzem w Polsce - usłyszałam kiedyś od koleżanki. OMG!!! to chyba jakiś żart- pomyślałam. No to już po ptakach, znaczy po przyjaźni. Szlak ją trafił z powodu rankingów. Bezinteresowne bycie w przyjaźni i bycie jedną z wielu, nie mogło już zaistnieć z tą osobą. A przecież ta przestrzeń ma ogromną wartość poznawania przede wszystkim siebie. Ja jestem tyle samo wart co ty......to daje spokój i możliwość prawdziwego, szczerego uczucia wobec siebie nawzajem. Lubię cię i chcę po prostu z tobą być i dać ci żyć tak jak chcesz. Nie ograniczać cię, nie strofować, nie ścigać się z tobą, tylko współtworzyć doświadczenie, z tego co razem możemy do niego wnieść.
Jeden z wielu polimerów w związku chemicznym, tworzy przecież całość i skałda się na całość. Co by to było, gdyby te polimery zaczęły ze sobą rywalizować i jeden miał chęć wywyższyć się ponad drugiego. Równanie chemiczne szlag by trafił, hi, hi, hi.... Tak jak szlak trafia dobre ludzkie życie i dobre ludzkie bezinteresowne relacje.

czwartek, 17 września 2015

Rozważania.

Takie tam.........
Rozważanie rodem z piekła:) Życie daje mi popalić.....wymsknęło mi się ostatnimi czasy z ust. Nic nie mogę zaplanować, wszystko jakby przeciwko moim planom się działo. Nie rozumiem....... o co chodzi? Już wszystko było ustabilizowane, uporządkowane, bezpieczne a tu łups. Znów wyrwany bezpieczny dywanik z pod nóg. Przywiązałam się do niego i zaczęłam na podstawie a właściwie na płaszczyźnie dywanika budować dalsze bezpieczne losy moje i mojej rodziny. Co za niefart. Ale czy na pewno niefart?
Myślę, że to jest cena, którą się płaci za wybranie doświadczenia bycia twórcą i kreatorem fusion, future i eklektyzm bez podglądów tego co mnie zdeterminowało. Jak mogę oczekiwać, że coś będzie pod moją kontrolą jeśli ja omijam świadomie wszystkie szlaki, które znam. Zostawiłam siebie znaną a zaprosiłam siebie nieznaną. Więc jak....jakim cudem mogę żądać stałych i pewników?
Tak wiem.... teoretycznie jestem wyedukowana ale praktycznie jak mi się taka karuzela załącza to wpadam w chwilową panikę.
Okazuje się, że nad niczym nie mam kontroli i to mnie przerosło na jakieś pięć minut. Dziwiłam się ludziom, którzy nie będąc gotowymi w ich pojęciu na takie wydarzenia dzwonili do mnie w panice. Ale o co wam kochani chodzi? - mówiłam- wszystko idzie w dobrym kierunku tylko jeszcze o tym nie wiecie. A sama proszę poślizgnęłam się na skórce od banana, którego sama zjadłam, hi. hi.......

poniedziałek, 14 września 2015

Marketing życia.

Fragment książki" W drodze do siebie- luksus podwójnie czekoladowy". Monika Jakubczak
„MARKETING ŻYCIA”.
Dziś jest dzień, w którym wiele może się wydarzyć. Od samego rana nosi mnie, cokolwiek to znaczy. Energia rozsadza mnie od środka. Wezmę więc zeszyt i zacznę pisać, ukierunkuję ją na coś co twórcze a nie destrukcyjnie będę robić wszystko aby się jej pozbyć w nic nieznaczących dla mnie, na dany moment czynnościach. Nie będę sprzątać ani gotować. Usiądę i posłucham co masz mi do powiedzenia. Wiem, że do czegoś chcesz mnie przygotować, jeszcze nie wiem do czego ale .......nie ważne jestem gotowa posłuchać.
- Marketing, ładnie brzmiące słowo, szkoda, że odnosi się tylko do sprzedaży towarów- słyszę znów ten błogi głos - a może by tak zastosować prawa marketingu do życia, jako towaru dla naszej duszy? Zachęcić ją do doświadczania, pokazać jej profity i korzyści. Może warto w życie wpleść jak w warkocz wstążkę promocji życia? Do tej pory wszystko było przeciw niemu, więc dlaczego nie?
- Co to jest promocja w zrozumieniu duchowym?- pytam z zaciekawieniem.
- Po pierwsze zachęta, po drugie błogie oszustwo nieświadomości. Znając ciebie zapytasz pewnie co to jest oszustwo nieświadomości? Błogie oszustwo nieświadomości, to świadome oglądanie wszystkiego co nieświadomym było. Nie jesteśmy świadomi swojego życia. Nieświadomie odtwarzamy wzorce, programy, stereotypy, wiedzę, która nie pochodzi od nas. Teraz możesz to zmienić na świadome zachęcanie do życia swojej duszy, życia w okolicznościach świadomie wybranych. Stąd już o krok znajduje się błogość. Błogość spokoju toczących się wydarzeń, świadomie dokonanych i przeżywanych.
Dotąd żyłaś bez duszy, z jej nieświadomym pominięciem.
Marketing życia to zaproszenie duszy do współistnienia i współtworzenia. To świadomość, że oprócz tego „ja” istnieje jeszcze to „ja”, które nazywa się duszą.
Dusza promuje życie nieśmiertelne, „ja” ziemskie promowało przedwczesną śmierć i żyło w jego kulcie.
Masz możliwość właśnie teraz, właśnie w tym momencie wybrać, podjąć decyzję promowania życia lub śmierci.
- A czym jest promowanie życia- pytam?
- Życie to wieczny proces zataczania koła – słyszę w odpowiedzi- a koło to idealny jego wyraz w geometrycznym symbolu. Zaczyna się w jednym miejscu i w tym samym miejscu zaczyna się jeszcze raz. Aby to poczuć weź kartkę papieru, długopis, czy co tam chcesz i rysuj kółko jedno na drugim, nie odrywając ręki. Odczuwasz ciągłość?
- Tak........... niesamowite wrażenie.
- I takie powinno być............ CIĄGŁOŚĆ nie szarpanie...... nie przesadzanie....... nie koniec tylko ciągłość.
Po śmierci ciała fizycznego dalej jesteś ciągłością. Twoja świadomość to niekończąca się historia, która może zmienić miejsce, przestrzeń, definiowanie siebie. Może być tu w przestrzeni Ziemi ale może być gdzie indziej. Jest ruchoma. Kiedy uzna za słuszne zniknie stąd i pójdzie gdzie indziej.
Jeśli zechce powróci. Tak robi niezależnie od tego czy twoje ciało żyje w wymiarze materialnym czy też nie. Życie jest poza ciałem a w ciele tylko się wyraża. Proste?
- Brzmi prosto- odpowiadam ale czy ma prosty wydźwięk to już raczej nie. Przynajmniej nie na ten moment. Kojarzyłam życie z futerałem jakim jest ciało. Ciało umiera i życia nie ma. Wychowałam się wczasach komuny, gdzie wszystko co duchowe stanowiło mezalians z wiedzą. Dogmat wiedzy materialnej królował w czasach kształtowania mojego światopoglądu. Ale wiesz co, zawsze czułam, że jest coś więcej. Ciągnęło mnie do świata duchów a właściwie do komunikacji z nimi. Udawało się nawet, choć wtedy jako nastolatka traktowałam to jako zabawę. Czułam ten świat przez skórę, ten niematerialny, rozmawiałam z nim i rozumiałam, że istnieje choć go nie widać. Z wypiekami na policzkach oglądałam filmy dotyczące kultury Indian, ich podejścia do duchów przodków, uwielbiałam wszelkie książki o wywoływaniu duchów i opowieści snute przez moją rodzinę, dotyczące przygód ze światem paranormalnym. Co prawda opowieści budziły we mnie grozę, lęk i niezrozumienie ale jednocześnie fascynowały do utraty tchu. Czułam świadomość miejsc i ich historię, czułam świadomość ludzi żywych i uznanych za zmarłych. Czułam, odczuwałam, choć nie widziałam i nie rozumiałam mojego rozdwojenia. Jest czy nie ma tego, czego nie widać, oto jest pytanie? Nie wierzyłam w to, natomiast przypuszczałam, że jest to możliwe ale poddawałam w wątpliwość. Teraz wiem, zawierzam i przyjmuję jako namacalność, że życie, świadomość jest w ciele i poza nim. Skoro mogę rozmawiać z duszami innych ludzi nie komunikując się werbalnie, to znaczy, że oni są blisko mnie a nawet we mnie. Kiedy mama leżała w szpitalu nieprzytomna, chciałam się z nią skomunikować i zapytać, gdzie jest jej świadomość, czy czegoś jej nie trzeba, powiedziałaś: „Tak to jest możliwe, rozmawiaj ze sobą, bo ona jest częścią ciebie. Komunikuj się przez siebie a jej część ci odpowie”, Czy to znaczy, że każdego człowieka część mam w sobie?
- Tak. Może to jest niepojęte, może to jest abstrakcyjne ale nosisz w swoim DNA zapis całego wszechświata. Jeśli nosisz go, to w nim znajduje się informacja o wszystkim co istnieje, nie tylko o ludziach ale i o zdarzeniach, świecie ożywionym i nieożywionym. Jednym słowem wszystko się w tobie zawiera i ty zawierasz się we wszystkim. Nie zawiera się ten zapis tylko w ciele fizycznym i tylko w tym wymiarze materialnym ale zawiera się w całości ciebie, cielesnej i tej niewidzialnej, niematerialnej. Do tego wszystkiego nie masz początku ani końca. Jesteś ciągłością, tak jak ciągłością jest i staje się wszechświat, znów i znów. Tam, gdzie jest ruch, jest też przestrzeń na stawanie się. Marketing życia to stawanie się żywym, krążącym, nie tylko bycie żywym i krążącym. Stawanie się to proces trwający w niekończącej się przestrzeni i wymiarze.
- Czy w takim układzie, wobec tych informacji, jakakolwiek stała na temat naszej istoty istnieje?
- Nie. Wszystko jest w drodze, w przeobrażaniu, ewaluowaniu, wykwicie. Nie ma przestrzeni na definicje. Jest uporządkowany CHAOS. Wszystko odbywa się w perfekcji, którą można nazwać pozorną stałością, regułą ale w przestrzeni chaosu. Przeciwieństwo? Nie. Perfekcja energii współpracujących na dwóch biegunach. Płynność i stałość a wszystko ma początek w chaosie.
- Ok rozumiem. A co się zmieni w moim życiu, jeśli uznam i wdrożę marketing życia. Uznam, że jestem w ciele i poza nim, że śmierć nie istnieje a istnieje ciągłość życia. Co to dla mnie tu i teraz oznacza, co zmienia w tym życiu tu?
- Niewiele, ha, ha, ha.........
- Jak to niewiele?- ciągnę dalej temat mocno zaniepokojona. Nie rozumiem.
- Niewiele, oznacza zmianę nastawienia a nastawienie to niewiele w przestrzeni wszechświata ale niewiele to i wiele zarazem, zależy z jakiej perspektywy się patrzy.
- Dobrze , to jakie będzie moje nowe nastawienie?
- Perspektywiczne, szerokie, długie, pozahoryzontalne a to daje w życiu cielesnym zmianę pola widzenia. To, co zwracało twoją uwagę do tej pory, odejdzie a przyjdzie na to miejsce coś większego. Do tej pory patrzyłaś na ławicę małych ryb, a teraz zwrócisz uwagę na wieloryby. Twoje rozumienie się rozszerza a za tym idzie rozszerzanie pola widzenia. Widzisz więcej i do tego symultanicznie a nie liniowo.
- Poproszę o jakiś przykład z życia wzięty. To wszystko jest takie abstrakcyjne i na dzień dzisiejszy do mnie nie przemawia w całości. Mam wrażenie, że rozumiem z tego kroplę oceanu a sam ocean jest jeszcze dla mnie tajemnicą.
- Bywają chwile, w których jesteś przekonana, że życie to tylko to, co jest w obecnej chwili widoczne. Patrzenie na nie zależy w jakim miejscu stoisz, mieszkasz czy żyjesz. Uznając, że życie to coś, co jest poza tym widokiem, zaczynasz wiedzieć więcej. Postrzegasz coś, co jest poza tym, co jest widoczne w miejscu, w którym stoisz. Budzi się perspektywa, w głowie tworzy się kreacja, wyobraźnia i postrzeganie symultanicznie. Zaczynasz odbierać poza pięcioma zmysłami. Odbierasz wszystkim kim jesteś, tym materialnym i niematerialnym. TO CUD!
Jeśli myślałaś w starej przestrzeni postrzegania, że możesz stąd dotąd, teraz wiesz, że to tylko iluzja, nawiasy stworzone przez kąt widzenia. Teraz wiesz, że możesz o niebo więcej o materialne i niematerialne. Nie proponuję ci wychodzenia z chaosu ani jego oswajania. Proponuję ci chaos w czystej postaci, bo z niego tworzy się życie. Żywe, nieprzewidywalne, świeże, kreatywne, ryzykowne, bez planów ani map. Chaos w znaczeniu duchowym nie oznacza rozgardiaszu ani bałaganu, oznacza pierwotną energię stwarzania i z tego miejsca powstaje postrzeganie symultaniczne, szersze, rozstrzelone, wielopoziomowe, obejmujące wiele informacji na raz.
- Rozumiem............mam nadzieję.

niedziela, 6 września 2015

ZASŁUGUJĘ NA DOBRY LOS:)

Wzięło mnie na zimowe zapasy hi, hi, hi..........
Poczułam w kościach jesień, wiatr osmagał mi twarz a nos poczuł nostalgię nadchodzących chłodów.
Zrobię weki - pomyślałam.....kolorowe słoiczki, napełnione barwnymi warzywami poprawią mi nastrój. Od samego patrzenia na nie, robi mi się ciepło. Oj szkoda, szkoda, że ciepłe dni odchodzą. Zaraz, zaraz.....zamiast żałować, że coś odchodzi znajdę rozwiązanie aby ciepło znów do siebie przybliżyć lub inaczej........żebym to ja zbliżyła się znów do ciepło spędzonych dni. Może zorganizuję wyjazd do Hiszpanii.....po sezonie mało ludzi w sam raz na spacery i małe tapas w pobliskich knajpkach.
Samolot dziś lub jutro zabukuję a kwatera ?.........coś się znajdzie.
Wynajmę samochód i pozwiedzam. A co z zimą? Z zimą zrobię to samo.....polecę na Bali lub gdzieś tam, gdzie ciepło.
Powoli, powoli z tymi planami .......skąd wezmę tyle pieniędzy na te podróże? O..... już zmartwienia się uruchomiły. Nic z tego.... nie poddam się ich dyktaturze i zaraz zabiorę się za stwarzanie przestrzeni podróżowania. A pieniądze mają się znaleźć na ten cel, bo ja tak chcę a to przecież moje życie i to ja decyduję co w nim się wydarzy. Wychodzę z wszelkich wątpliwości, że to nie możliwe, nierealne i poddaję się własnej kreacji i prowadzeniu wszechświata w tym temacie. Wiem, że to jest dla mnie dobre, dobrze się czuję w cieple i dlaczego nie iść za tym co dla mnie miłe, przyjazne i radosne. Nie będę przeżywać jesiennej melancholii i łupania w kościach. Zasłużyłam na dobry los ciepłem podszyty. Wobec tego idę za pomysłem i staję się bezwzględna wobec krytyki własnego umysłu i niemożliwościom w sposobie myślenia. A kysz.........

wtorek, 25 sierpnia 2015

Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life” w Kobylinie koło Grójca 18 - 20 września

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life" 
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy :)
termin kursu: 18 - 20 września
miejsce kursu: http://www.palackobylin.pl/
 kameralna grupa do 10 osób
zapisy i wszelkie szczegóły:
http://metodaddw.pl/

środa, 19 sierpnia 2015

Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life” w Londynie 16 - 18 października

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life" do Londynu :)
termin kursu: 16 - 18 października
kameralna grupa do 10 osób
zapisy i wszelkie szczegóły:


wtorek, 11 sierpnia 2015

„ POUCZAJĄCA WYPRAWA”.


„ POUCZAJĄCA WYPRAWA”.
No i jestem z powrotem. Bogatsza o kilka doświadczeń, wypoczęta psychicznie , bo fizycznie to dałam sobie wycisk, hi, hi, hi. Podobno ruch to zdrowie i ja się z tym zgadzam ale z umiarem.
Umiaru tym razem nie było, za to towarzyszył mi ciągły głód doświadczania mądrości morza bałtyckiego. Choć mieszkałam tam trzy lata dwadzieścia pięć lat temu to nie rozumiałam go tak jak dziś i nie doświadczałam go tak jak dziś. Stary człowiek i morze - tak nazywałam siebie przez te kilka dni. Odzyskałam jakąś część siebie, która leżało gdzieś głęboko zagrzebana pod wzorcami popularnych nadmorskich zachowań. Początki odzyskiwania własnej mądrości porozumiewania się z przyrodą były dość nieudolne. Ale liczy się przecież efekt końcowy nieprawdaż?
Zacznę od początku. Upał 35 stopni, nadmorska miejscowość Dębki. Multum ludzi, właściwie człowiek na człowieku człowiekiem pogania no i my. To znaczy ja i mój mąż, no i nasze oczekiwania. Pierwsze słowa, które wypowiedziałam wysiadając z samochodu pod plażą brzmiały:
- O my God, co to jest? Ja chcę wrócić do domu. Do ciszy, głuszy i świętego spokoju. Co za spęd ludzi. Nie wzięłam tylko jednego pod uwagę w tej swojej rozmowie sama ze sobą ja też teraz tworzę a właściwie współuczestniczę w tworzeniu tego spędu o ironio. Weekend i wszyscy z pobliskich miejscowości i miast siup nad morze. Szpilki nie dało się wetknąć. No nic.... opowiadam dalej aby przejść jak najszybciej do meritum rzeczy.
Weszliśmy z mężem na plażę a tam ludź na ludziu leży. Śledzie w beczce to mało powiedziane.
Dzieci bawią się. Łopatki wiaderka, najwymyślniejsze koparki, piaskarki. Budowa na całego. Inne dzieci te bardziej „eko” łowią z siatką małe rybki i meduzy, które aktualnie wybrały zbiorową śmierć i odchodzenie w inny wymiar swojego istnienia. Morze wyrzucało je na brzeg i tam dokonywały swojego żywota. Słyszę nieopodal siebie:
- mamo jakie gluty, patrz jakie duże. Mama na to – to są meduzy, łów je do wiaderka. Dzielny chłopiec...... Tak jak powiedziała szybko tak szybko zniknęła za parawanem a dzieciak dalej maltretował umierające meduzy porównując z kolegą, który ma większy okaz.
Wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy, że coś jest w tej scence nie tak. Przecież ja też jak byłam mała nosiłam małe żabki w wiaderku i też meduzy łapałam ale w woreczek foliowy. Nikt mi nie powiedział, że to niewłaściwe zachowanie wobec drugiej istoty. Mama miała święty spokój a tata mógł poczytać spokojnie gazetę. Ja jak i inne dzieci robiliśmy swoje. Cieszył nas przecież udawany entuzjazm rodziców na widok złapanych okazów. Co to ich tak naprawdę obchodziło? Nic, tyle co zeszło roczny śnieg. Nic się nie zmieniło. Dzisiejsi rodzice też chcą mieć święty spokój więc nastawiają dzieciakom bajki, pozwalają grać w gry, których nawet nie przetestowali czy się dla ich dzieci nadają, pozwalają mordować zwierzątka. Ważne, że mają wolny czas.
IDĄC PLAŻĄ ZAUWAŻAM KREATYWNĄ MAMĘ, KTÓRA NAPRAWDĘ UCZESTNICZY W ŻYCIU SWOJEGO DZIECKA. MAŁY ZBIERA KAMYKI, OBMYWA JE W WODZIE A MAMA UKŁADA KAMIENNY OBRAZ NA PIASKU. JAKI TO PIĘKNY WIDOK. WSZYSTKO ODBYWA SIĘ W NIEMYM ZACHWYCIE I POSZANOWANIU NATURY MORZA . ZWIEZĄTKA ICH NIE INTERESUJĄ. NIE W TAKI SPOSÓB JAK RESZTĘ OSÓB.
Staję chwilkę, delektuję się widokiem i odchodzę nie chcąc zaburzać im tej intymnej chwili. Tylko mama i syn w poszanowaniu miejsca. Kreują z tego co było tam dostępne i co najważniejsze nie krzywdząc nikogo i niczego. Dało mi to do myślenia i już później świadomie obserwowałam zdziczałość ludzkich umysłów, które tak daleko odeszły od zrozumienia natury świata. Sami głupcy, którzy zatracili swoją mądrość poprzez modne nadmorskie zachowania akceptowane społecznie. Dość!- powiedziałam w swojej głowie. Usiądę i posłucham co ma mi do powiedzenia morze. Jak życzy sobie aby człowiek zachował się w jego majestacie, na jego terenie?
Jak oddać mu szacunek i jak być w jego żywiole w poszanowaniu jego natury?
Zadałam sobie trud zapytania czy mogę, czy mi wolno być tutaj, czy ten kawałek ziemi rzeczy sobie i jeśli tak to na jakich zasadach. Przecież ja nie jestem tu gospodarzem. Jestem tu tylko gościem i muszę uszanować zasady tu panujące jeśli nie chcę być intruzem, wszą lub mendą.
Wszak Ziemia to istota, która posiada swoje intymne miejsca i intymne wydarzenia. Nie zawsze chce nas gościć na swym łonie i nie zawsze pragnie naszego towarzystwa. Są miejsca w których dokonujemy na niej gwałtu chodząc np. po jej sutkach lub wchodząc do jej pochwy bez pytania lub zaproszenia. Wysokie partie gór, groty i wszystkie miejsca, w które jest niewłaściwym dla człowieka być. My wszyscy wiemy które to miejsca. My wszyscy czujemy to ale musimy zdobywać, gwałcić eksplorować wbrew naszym ciałom i zdrowemu rozsądkowi.
Zapytaj czy mogę, czy jestem tu mile widziany? Jak mogę oddać hołd miejscu gdzie jestem?
Może ciszą i kontemplacją a może modlitwą w intencji przejścia NA DRUGĄ STRONĘ MEDUZ?
Może byciem w spokoju, może układaniem kamiennych mandali na piasku. Może rysowaniem ryb patykiem na piasku z miłością i w milczeniu.
Zapytaj..............................................lub odczuj czy możesz i jak.

środa, 22 lipca 2015

„ DOBRY HUMOR BYWA ZŁY”.

DOBRY HUMOR BYWA ZŁY”.

Siedzę sobie w dobrym nastroju i piszę. Piszę patrząc przez okno wynajętego wiejskiego domu, pięknie ścięta trawa i te sosny rozsiewające zapach nadbrzeżnych wydm, choć wydm tu nie ma. Idylla ale jak sobie pomyślę, że moje plany zostania tu na dłużej, zniweczyła Pani właścicielka domu, to mnie szlak trafia, że nie jest po mojemu.......
- A ile razy kochanie mówiłaś a myślałaś jeszcze więcej: to nie miejsce dla mnie, głośno od głównej przelotówki, sąsiedzi rodem z włoskiego miasteczka i brak intymności. Dlaczego zatem to co nie wygodne chce zagościć u ciebie w życiu na dłużej? Pomieszane to twoje myślenie. To jak chcę i nie chcę jednocześnie. Jak to pogodzić? Ja nie mam na to recepty. Mam za to podszept a może by się tak zdecydować na jedno, co? Klarowny komunikat, najpierw do siebie samej, potem do reszty wszechświata. Tak, albo tak. Klarowność. Lubię lub nie lubię. Cieszy lub nie cieszy. Doskonałe w swej formie zostaje, już nie doskonałe odchodzi.

- To znaczy, że doskonałe może za jakiś czas przybrać formę niedoskonałości w naszym poczuciu?

- A i owszem. Doskonale skrojony płaszcz 10 lat temu nie ma już dla nas formy doskonałej teraz. Zmieniły się przecież nasze gabaryty, priorytety, preferencje, gust, potrzeby i jeszcze inne rzeczy, których nie sposób wszystkich wymienić. To co dziś cieszy, jutro za małą przybierać może formę.
Ludzie archaiczni przywiązują się do przeszłości i w żalu rozstania się z tym co budowało ich przeszłość trzymają to, co dawno powinno zrobić miejsce nowemu. Z żalu opuszczenia starego, z lęku przed nowym, zamykają się w kole powtarzalności doświadczeń. Dlatego zyskują nazwę archaicznych. Nie pasują do czasów, w których przyszło im żyć. Negują nowoczesność i adekwatność do współczesności aby choć przez chwilę poczuć spokój wewnątrz siebie. Uzyskują go na krótko, bo i tak zawsze dotrze do nich obraz współczesności, do której przestają pasować, nie dlatego, że ona nie chce tylko dlatego, że oni za nią nie nadążają z własnej woli wybierając zastój.

niedziela, 19 lipca 2015

PARA

„ NIENAMACALNY I NIEREALNY DLA GŁOWY”.

ŚWIAT OBUDZIŁ MNIE NA KOLOROWO DZISIEJSZEGO PORANKA.
Różowo, żółto , pomarańczowo, zielono, truskawkowo uśmiechnął się i z otchłani lęku wyciągnął jednym ruchem ręki. Mówię dziś tak pastelom.........i co, że mówisz tak.........co z tego wyniknie, głupia?.......Nigdy tak więcej do mnie nie mów głowo.......Głupia nie istnieje od dziś w moim przekonaniu. Jestem mądra inaczej... inaczej, bo nie oczekuję zrozumienia od innych tego jak myślę, o czym myślę i dokąd zmierzam. Przecież ja sama nie mam pojęcia dokąd, więc jak mogę się obrażać o to, że nikt mnie nie rozumie. A czy ja rozumiem siebie? Jasne, że nie. Głowa swoje i dusza swoje, hi, hi.......
Czy choć na chwilę staniecie w jednej parze głowo i duszo?

- O tak, tak to już nieuniknione- słyszę cichutkie murmurando- to już się stało, idziemy sobie pod rękę to co ja wymyślę i stworzę to głowa realizuje, hi, hi, hi i tak sobie idziemy za pan brat i dobrze nam z tym. To już nie te czasy, kiedy jedno drugie bojkotowało......teraz gadamy jednym głosem.
Poznać to możesz po tym, że alter ego wyszło z cienia i gra pierwsze skrzypce. Wobec takiego obrotu rzeczy nie ma już wypada i nie wypada a za to jest wszystko można......
Skończyły się gotowe foremki dla głowy a jest wolnoć Tomku w swoim domku i poprzewracane do góry nogami..........jest też dowolność zastosowania starego,hi, hi.....wolna amerykanka ale to nie oznacza nieposzanowania kogokolwiek, to tylko albo aż oznacza poszanowanie i zachwyt nad wszystkim co zostało stworzone tylko będzie inaczej wykorzystane. Stare się zutylizuje, dokona się biodegradacja a na to miejsce wkroczy twórczość. Otwórz okno, zrób przeciąg niech wymiecie resztki starego zapachu. Napuść powiew wiosny ludów i niech się dzieje...
- Ale co niech się dzieje?
- Wszystko co jest potrzebne na dany moment.......Nie chomikuj, nie składaj w nadziei, że kiedyś się przyda. Tylko teraz i tu, potem zobaczymy co będzie potrzebne. Nie kupuj pizzy na tydzień, jutro będziesz miała na co innego chęć i to jest cudne. Tylko dziś.....

czwartek, 16 lipca 2015

Kim jestem?

IDZIE WIOSNA”.

W powietrzu czai się zapach wiosennego tchnienia. Powoli, leniwie przez chłód nocy i poranków wydostają się do życia wszyscy i wszystko. Powstają z posad zimowych kozaków, ciężkich czapek, szalików i myśli tkwiących w uśpieniu. Lubię tę porę roku choć fronty atmosferyczne przyprawiają mnie o ból głowy ale ten wiosenny, któremu się wszystko przebacza. Nowa nadzieja, świeża, jeszcze jędrna, nieospała wymyka się cichutko z pod moich cięższych myśli, tych zimowych gawrowych niedźwiedzich. Krąży szybciej jak krew w żyłach po miłosnym uniesieniu, jednocześnie dając pewność spełnienia. Dlaczego akurat na wiosnę? Czy taki stan delikatnej radości i uniesienia nie może towarzyszyć mi przez cały rok? Czy nie może być tylko miło, ciepło i upojnie?

- Mnie pytasz o zdanie? - słyszę miły głos.

- Tak, witaj, a kogo jak nie ciebie chcę przywołać na stałe i być w tobie zanurzona, w twojej mądrości i wiedzy. Przecież to jasne jak słońce, że ty stanowisz moją inspirację, kierunek i wytyczne na życie. Ale ty to kto....... kim jesteś właściwie?
Jaką część mnie stanowisz?
Jakie imię nosisz?
Jaki masz zapach i smak?
Co cię cieszy a co raduje?
Co kochasz i czy wiosna też tak na ciebie wpływa?

- Tak..............hm..........wow.........po prostu jestem częścią wszystkiego i wszystkim jednocześnie. Mam imię i go nie posiadam. Jeśli go mam to na chwilę, jeśli go nie mam to na sekundę.
Wszystko się we mnie kołem toczy, mam kołowrotki i tkam wełnianą linę twojego życia i żyć innych istot. Jestem i mnie nie ma, w odrębności i we wspólnocie kąpie się jak w fontannie wspomnień wszechświata. Jestem i mnie nie ma...........
Namacalna i realna jednocześnie niewidocznie eteryczna. Nirwana i nicość....... Pustka do wypełnienia. Oto kim jestem i jakie imię noszę.
Smak mam różnorodności i jednolitości jednocześnie. Nazwałaś mnie alter ego. Może być, podoba mi się. Możesz mnie zresztą nazwać jak chcesz. Raz będę ci bliższa raz dalsza, raz ciepła raz chłodem zawieję. Raz jesienią raz upałem. Nie zatrzymam się ani na chwilę. Nie ugrzęznę, nie stanę. Dziś będę tu, jutro tam. Jedno jest tylko pewne, ty to ja a ja to ty kochanie.
Kocham wszystko: cztery pory roku i to co z nimi związane.
Moje preferencje to życie. Budowanie i rujnowanie, cykle, odczuwanie ciepła i chłodu.
Chcę wszystkiego bez wysublimowania. Chcę wszystkiego jakie jest, lekkie, ciężkie, mokre, suche. Uwielbiam wiosnę ale i zima fascynuje mnie. Nic nie jest dla mnie gorsze ni lepsze.
Wszystko ma swoją treść, przygodę ale i brak definicji......... po prostu jest.
Mogę wybierać czego chce doświadczać i jak długo oraz w jakim natężeniu.
Mogę zadecydować też aby zostać w stałości.
Jestem zmienna i stała. Czasem senna a czasem wiosennie przebudzona.
Jednym słowem........... zadowolona. Kiedyś nazwałaś mnie czystą świadomością myśląc, że jestem czymś co jest na zewnątrz ciebie. Ok w porządku ale musisz wiedzieć, że ja jestem w tobie i obok ciebie, w górze i w dole...... wszędzie. Przenikam, spowijam, otulam, wypełniam.
Zrozumienie poszerzam. Raz bliska, kiedy rozumiesz raz daleka, kiedy zrozumienia brak.
Raz ciepło wspierająca, raz zimna, chłodno pokazująca iluzje w jakiej tkwisz ale zawsze jestem, raz bardziej a raz mniej słyszalna.

wtorek, 14 lipca 2015

Oczekiwania.

OCZEKIWANIA”.

Pochmurny dzień i do tego ten wpis na skypie, który brzmi mniej więcej tak: „ skoro się nie odzywasz, nie odpisujesz to twoje prawdy przez ciebie głoszone są nic nie warte”.
Czy ja znam tego człowieka? Raczej nie.........skąd ma w ogóle mojego skypa?
Co mam o tym myśleć, przecież nie poczułam żadnego impulsu, żeby odpisać na wcześniejsze jego zaczepki, wręcz przeciwnie wszystko krzyczało we mnie.......schowaj się, bodź niewidoczna dla tej energii. Posłuchałam się więc sama siebie a tu proszę, taki tekst w zamian.
W pierwszej myśli po przeczytaniu wpisu, wtargnęło we mnie poczucie winy......o Boże, jak ja mogłam tak zrobić, nie odezwać się do człowieka a on tak pragnie kontaktu ze mną. To nie ładnie i nie w moim stylu.
Muszę to natychmiast naprawić........... on jest gotów pomyśleć o mnie źle.
Nie uniosę tego, trzeba dbać o reputację. Mogę go stracić jako słuchacza..........
Zaraz, zaraz....... słyszę w głowie. Spokojnie, pomalutku i już czuję, że mam wziąć kartkę, długopis i pisać. Posłuszna intuicji siadam, biorę długopis i.......
Zabawny świat ludzkich oczekiwań, wyobrażeń dotyczących jak dana sprawa ma wyglądać.
Jeśli nie mieścisz się w tym nurcie bach – atak, pretensje, złorzeczenia. To prosty mechanizm, nie robisz tego co ja sobie założyłem, że powinnaś, więc ukarzę cię ot tak.........przecież tak się robi od wieków. A ja na to jak na lato, trochę smutno, że ...........nawet nie wiem. Ściska mnie w żołądku, cała się kurczę. Może trzeba jednak tych konwenansów przestrzegać.........może ataków by nie było?

- Co ty opowiadasz.....nie byłoby? Oczywiście, że byłyby, bo nawet , kiedy wchodzisz w konwenanse, urojenia w głowie wciąż są i konwenanse tego nie zmienią.
Paradoksalnie możesz poczuć się lepiej, kiedy konwenansów już nie będzie.
Oczekujących ignorantów, egocentryków zbywać milczeniem, zignorować świat oparty na oczekiwaniu. Nie to nie, bądź radykalna, stronnicza, niedostępna, bo to właśnie jest teraz twoją naturą i nie zmieniaj tego.

- Uf, ulżyło mi. Mogę odmawiać, mogę się chować, mogę nie reagować i to właśnie jest w zgodzie ze mną. Cudownie !
Czuję jakby to był wstęp do własnej wolności. Zanurzam w nią stopy i zobaczymy co będzie potem. Mogę również zrezygnować z oczekiwań na swój własny temat, pozwalam sobie również na lekceważenie ludzkiego zdania na mój temat. Wow a to nowość.......
Kocham te nasze rozmowy!

O ironio minął miesiąc i znów wpis na skypie od tego samego człowieka.
Przepraszam, że nie dałem ci wolności, że przymuszałem do tego czego zrobić nie chciałaś.
Zrozumiałem, że brakuje mi cierpliwości i mam oczekiwania wobec ciebie i innych. Przepraszam........
Nie mogłam w to uwierzyć. Z tyłu głowy zabrzmiało mi – wszystko w twoim życiu jest na temat. Co to znaczy? Może to, że ja komuś robię to samo tylko na innej przestrzeni?
Tak, to o to chodzi jestem tego pewna. Wszystko jest z nami na temat.........Tym razem odpisałam..... Życie jest jednak cudem!

































niedziela, 12 lipca 2015

Młodość w każdym wieku :)

„JESIEŃ MA KOLORY DYNI”.

Czy ja przeżyję jeszcze w swoim życiu coś fascynującego, coś co u nastolatki wywoływałoby wypieki na twarzy, ekscytację i poczucie, że zaraz stanie się coś wielkiego, pierwszego i .......no nie wiem co tam jeszcze, tak daleko jestem od odczuwania świata oczami niedojrzałej kobiety?
Tęsknie za nią, za swoją nastolatką, niepokorną, niespokojną, kochającą spontaniczność, przygodę, miłość no i pocałunki.
Dlaczego odczuwanie świata mocno, zmysłowo i doświadczalnie odeszło?
Czy to naturalne, że wraz z wiekiem wszystko się przytępia jak słuch czy wzrok?
Hej jesteś tam kochane moje alter ego?
Nie słyszę cię, pewnie zbierasz myśli aby opowiedzieć mi o moich błędach w myśleniu.
Jestem gotowa......... halo odezwij się......... czekam.

- Witaj nastolatko, niezależnie ile masz lat, bo nastolatka to przecież stan umysłu.
To tak jakbyś tańczyła sambę, rumbę i tango jednocześnie. Ale paradoksalnie nie chodzi tu o szarganie emocjami ale o odczuwanie intensywności świata.
W nastoletnim stanie umysłu nie ma obojętności i przeciętności. Wszystko jest mocno zarysowane, wyraźne, krzepkie, zdrowe, soczyste, kolorowe, ciekawskie, doświadczalne, empiryczne, dowcipne, psotne i aktywne.
Ten stan umysły można utrzymać wbrew ogólnej opinii, że wszystko musi się zestarzeć, spłowieć, uspokoić, wyszaleć, zblaknąć, dostać zmarszczek na znak starości.
A ten stan przecież to naturalna nasza zdolność utrzymywania go do końca życia.
Śmierć jest również nastoletnim stanem umysłu i wcale nie wynika ze starości. Wynika z ciekawości świata i doświadczania innych wymiarów oraz innych żyć. Śmierć to początek nowej wyprawy.
Nie rozumiem więc skąd to przekonanie u ciebie, że śmierć to wygaśnięcie życia.
Jesień ma przecież kolor dyni. Jest wielobarwna, soczysta, mieniąca się w rosie wilgoci.Jest czasem przygotowywania się przyrody do nowego cyklu nie do śmierci a nowego życia.
Jeśli tak spojrzysz na przemijające lata, stan nastolatki ma szansę powrócić, bo przestaniesz zmierzać do końca tylko do nowego początku a tu już o krok jest ekscytacja, ciekawość i poczucie ciągłości a nie końca.
Popatrz na jesienne buraki, ziemniaki, dynie...... one nigdy wcześniej nie wyglądały tak pięknie i dojrzale. Tylko na jesieni. Wtedy właśnie jest w nich najlepsza treść, najlepsza ilość słońca, wiatru, prany. To jest moment idealnego nasycenia.
To pełnia wszystkiego co musiało się wydarzyć aby dojść do tego momentu. W tym czasie powinien być obecny szacunek, zachwyt, zadowolenie cieszącego oko obrazu i mądrość procesu wzrastania.
Jesień życia, to właśnie pełnia i można w niej utrzymać stan umysły radości, ciekawości i poznawać świat pełniej, odczuwać go pełniej. Być jeszcze pełniejszą nastolatką i mieć szalone pomysły na życie, mądre i własne.

- O, bardzo mi się podoba co mówisz, wchodzi spokój a jednocześnie podekscytowanie i duma, że właśnie stanowię pełnię mądrości wszystkiego co doprowadziło mnie do tego momentu. Ale jak jeszcze pełniej odczuwać życie?

- Jak to jak?
Tańcz...... każdego dnia, tańcz choć przez chwilę........ sama, z ukochanym, z dzieckiem, koleżanką. Nie ma znaczenia z kim dla celu. Tańcz nawet sama ze sobą a radością ruchu podziel się z innymi. Jak myślisz, dlaczego młodzi ludzie lubią tak bardzo zabawę i taniec?
To przecież nie tylko zaloty czy gody ale przede wszystkim najbardziej pierwotne wyrażanie stanu życia, zadowolenia, ekscytacji i podniecenia wszystkim co się właśnie wydarza.
Taniec to wyrażanie cielesnej radości, więc zacznij od tego, reszta sama się ułoży jak łańcuszek zdarzeń niezależnych już od ciebie. Lawina pójdzie, nie można będzie jej zatrzymać i to jest piękne. Nieważne gdzie, nie ważne jak i nie ważne z kim........ tańcz i ciesz się życiem zwłaszcza w kolorze dyni.
Pamiętaj, starość to stan umysłu a nie ciała!


poniedziałek, 6 lipca 2015

" Odpowiedzialność".

ODPOWIEDZIALNOŚĆ”.

Siadam z kartką papieru, już wiem, że zaraz coś napiszę. Mam nadzieję, że będzie to odpowiedź dotycząca jak być szczęśliwym. Słowa cisną się, rozpychają w głowie niczym wartki potok..... nie mogę tego opanować.
Poniewierają mną i szamoczą. Wzrok kieruję na koty, za które wzięłam odpowiedzialność, martwię się o nie, co z nimi będzie jak odejdę?
I słyszę - w twoim życiu jest zawsze i wszystko na temat......... tak jak ma być, aby pokazać ci gdzie jesteś lub gdzie rozmijasz się ze sobą. Słyszę jeszcze słowo odpowiedzialność............czekam aż spłynie więcej.........................

-A i owszem ale za siebie, za swój kawałek świata, za doświadczenie, za ciało, za dom, za ogród jeśli go uprawiasz, za to co znajduje się wokół ciebie a właściwie za to co stworzyłeś i tu odpowiedzialność powinna się skończyć, ale uwielbiasz przesuwać linie zdrowego rozsądku i brać odpowiedzialność za ludzi, zwierzęta, bliskich, dalszych a to oznacza, że czujesz się w obowiązku.
Naznaczasz sobie przymusy postępowania wobec......
Zniewalasz samą siebie, bo innych przecież nie możesz, oni sami chcą.
Zatracasz elastyczność i spontaniczność.
Rozgrywasz grę- ty i reszta. Reszta i ty..... tak tworzą się podziały, ponieważ odpowiedzialność za innych budzi obawy, niechęć, zmęczenie a to stawia cię w opozycji do drugiego człowieka, niepostrzeżenie staje się twoim wrogiem, przez twoje wybory zresztą.

-Wow, szok , wyrwanie z posady bycia „dobrym człowiekiem”. Rozumiem..... i to powoduje, że nie mogę dosięgnąć szczęścia skoro żyję we frustracji odpowiedzialności za to, na co tak naprawdę wpływu nie mam.......wow!

sobota, 4 lipca 2015

Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life”

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delektowanie Życiem"/"Delicious Life" do Dużego Dołu :)
 
termin kursu: 31 lipca - 2 sierpnia
 
zapisy i wszelkie szczegóły:
 
biedronka2406@gmail.com

czwartek, 2 lipca 2015

" WYPYCHAJKI".



MOJE OBRAZY”.


Niedogodności dnia codziennego, ścigają jak mezalians przedwojennego romansu.
Niedogodność, czym tak naprawdę jest i czy istnieje jako realność czy może jest wymysłem naszego niezadowolonego wiecznie umysłu. Oczywiście nie całego tylko tej części, którą nazwaliśmy ego.
Obrazy mojego ego były zawsze smutne, zawsze w niedostatku i niedoborze.
Niezadowolenie zawsze podsycane. W niezadowoleniu układałam relacje z ludźmi, tak było łatwiej komunikować się ze światem i przynależeć do grupy wsparcia smutku, lęku i strachu. Przynależność i zidentyfikowanie siebie z grupą, było dla mnie ważne, do pewnego momentu. Nawet nie wiem, kiedy wypisałam się z Partii Niezadowolonych. Zanim to zrobiłam, ścigał mnie mezalians we wszystkim. Ja oceniałam innych i ich niewłaściwe zachowania a oni mnie.
Powinni nie powinni i tak na zmianę, jak fale w sinusoidzie.
Moje obrazy rzeczywistości były smutne, do poprawki a właściwie nie do zniesienia aż.............no właśnie, co takiego naprawdę się stało, że mezalians zniknął z mojej przestrzeni życia?


- Niezależnie od wszystkiego co to spowodowało- słyszę szept, cichutki jakby oznajmiający mi tajemnicę życia- ważne, że podjęłaś decyzję bycia wolną od takiego rozumienia niedogodności i mezaliansu, które było zawężone. Ze wszystkiego można zrobić swojego sprzymierzeńca. Dokonałaś wyboru życia w perspektywie wzrostu, zadowolenia i radości. Nie ma jednego punktu, w którym to się stało. Wiele musiało się wydarzyć aby do tego przesilenia, a właściwie przechylenia szali doszło, a odpowiadając na twoje pytania to zacznę od tego, czym w moim rozumieniu jest niedogodność i z czego wynika. Niedogodności to takie małe, średnie lub większe „wypychajki”.
Tak, tak wypychajki z komfortu zastałości, zawiesiny pewności, stagnacji kości i stagnacji myślenia. Niedogodności to rodzaj informacji, w której przemycana jest świeżość. Przemycana.... to dobre sformowanie, bo w niedogodnościach nie rozpoznasz się wprost, w tym co stare i psuje się od głowy. Niedogodności to aluzja. Delikatne zasugerowanie. One istnieją realnie ale tylko jako informacja mająca nas popchnąć w kierunku zmiany. Nie zmienić a popchnąć w jej kierunku.
Kiedy budzi się smutek, nie musisz z nim iść przez resztę dnia. Potraktuj go jako wypychajkę z danej sytuacji, która go wytworzyła. Bądź doceniająca niedogodności, bo z nich właśnie powstają rozwiązania.


- Moje obrazy nie muszą być smutne co nie oznacza, że mają być tylko wesołe. Jeśli przyjmę wypychajki do własnego życia jako coś co może je zmienić, spowodować, że wyjdę z doświadczenia, które mnie w jakikolwiek sposób prowadzi na pusto, to moje życie może być w obrazie sielanki?

- Może być cały czas w procesie docierania do sielanki- słyszę w odpowiedzi- bo sielanka w ostatecznej wersji nie istnieje. Wszystko się rozszerza w świadomości, sielanka też, kochanie. Każde określenie ewaluuje, rozrasta się wraz z naszym rozszerzeniem świadomości. Dziś w twoim rozumieniu sielanka jest sprecyzowana poprzez dzisiejsze jej postrzeganie i nawiasy, którymi ten termin jest objęty ale poczekaj na jutro lub pojutrze, kiedy będziesz chciała inaczej, więcej, kiedy pojawi się potrzeba luksusu, wtedy twoja sielanka nabierze już innego wymiaru i to jest piękne, żadnych zapieczonych stałych, tylko ruch, przetasowania i nowa kolorystyczna gama.